Nurkowie dzielą się na tych, którzy nurkują w ciepłych lub zimnych wodach. Adam Słucki postanowił się wyłamać z tego kręgu i nurkuje w wodzie wręcz lodowatej. W ramach wyprawy naukowej, Adam nurkuje na Spitsbergen w otoczeniu lodowców, bardzo zimnej wody i dzikiej zwierzyny. Czy woda jest tam krystalicznie czysta? Co można pod nią zobaczyć? I po co w ogóle tam nurkować? O tym opowie Adam już za moment.

Obejrzyj odcinek

Przeczytaj podcast

Cześć, Adam.

Cześć, Kamil.

Ostatnim razem, jak się widzieliśmy, to było tak naprawdę z dziesięć minut temu, haha, ale słuchacze tego nie wiedzą.

Czas szybko leci.

Tak jest. Rozmawialiśmy na temat najgłębszego polskiego jeziora, które też jest zimne.

Yhm.

I pozostaniemy w zimnych klimatach, bo z tego, co mówiłeś na początku, nurkowałeś na Spitsbergen.

Tak, na Spitsbergenie, mam przyjemność tam nurkować, to znaczy w ogóle mam przyjemność na Spitsbergenie podróżować, bo myślę, że to nurkowanie jest częścią w ogóle tej całej podróży, od, no, wielu lat uczestniczę, mam przyjemność uczestniczyć w projektach naukowych Instytutu Geofizyki, a dokładnie Mateusza Moskalika, doktora Mateusza, profesora Mateusza, który robi różne projekty związane z wodą, z morzem, no i ja, w zasadzie my, bo to całe Hańcza Tech, pogadamy mu w zakresie tych prac podwodnych naukowych.

No właśnie, czyli pojechałeś sobie nie rekreacyjnie już teraz tak naprawdę nurkować na Spitsbergen, tylko bardziej do pracy naukowo?

Tak jest, tak jest, dokładnie, do pracy naukowej, do pomagania przy pracy naukowej, dlatego że na Spitsbergenie posiadamy swoją stacją polarną, jest tam polska stacja polarna i wiele naukowców, nie tylko z Polski, ale z całego świata, korzysta z niej w swoich badaniach naukowych. No i w projekcie, w którym my uczestniczymy, wiele czujników, elementów mierzących, badających jest zatapiana na rok, dwa lata pod wodą. No i po tym roku, dwóch czasami trzeba znaleźć miejsce na stanowisko, w którym dane elementy będą badać przez jakiś okres, czasami trzeba ten sprzęt wyjąć, no i stąd jakby jest potrzebna pomoc płetwonurka. No i oczywiście poza tym jest tam nie tylko praca nurkowa, ale mnóstwo pracy wkoło tego całego zamieszania.

No tak.

Yhm.

Uciekanie przed białymi niedźwiedziami i tak dalej pewnie.

Tak, tak, między innymi, tak, pilnowanie się.

Skupimy się na tych rzeczach nurkowych. Był jakiś, mówisz, że to praca naukowa, projekt badawczy. To nie było nic tajnego?

Nie, nie, to nie jest tajne, my w wielu projektach naukowych uczestniczyliśmy, między innymi, to znaczy, głównie to jest kwestia, głównie są te kwestie morskie, a w zasadzie widoczności wody, temperatury wody, mieszania się wody słodkiej ze słoną, falowania no i tego wszystkiego, jaki to ma wpływ na erozję wybrzeży, zmiany klimaty i tak dalej. Są to generalnie elementy, które, jakby to powiedzieć, czujniki, przy których pracujemy, podwodne czujniki, przy których pracujemy, to są elementy rejestrujące dźwięk… Tak, dokładnie dźwięk topniejących lodowców, rejestrują ciśnienie i na bazie tego badają falowanie, widoczność, mnóstwo innych.

Okay. Czyli rozumiem, że popłynąłeś tam, żeby te czujniki zamontować, sprawdzić i tak dalej?

Tak jest, dokładnie, to znaczy, głównie ja już byłem od prac związanych pod wodą, cała jakby rejestracja, analiza i oczywiście potem przeprogramowywanie tego to już bardziej naukowcy, nie? Instytutu, tak.

Zaraz przejdziemy do tych kwestii nurkowych, ale jeszcze takie moje pytanie: na jakiej głębokości leżą te czujniki?

Maksymalnie dwadzieścia… Było w okolicach maksymalnie dwudziestu metrów, nie głębiej. Kiedyś zdarzało się je, nawet na czterdziestu umieszczaliśmy, natomiast po paru latach stwierdzono, że aż tak głęboko nie ma sensu, wszystkie wyniki są wystarczające, wszystkie badania są wystarczające to głębokości, jak te czujniki leżą do głębokości dwudziestu metrów, a jest to dużo, dużo bezpieczniejsze i łatwiejsze w poszukiwaniach.

One są zasilane z zewnątrz?

Mają swoją baterię.

Która wytrzymuje długo?

Tak, bo wytrzymuje, no czasami nawet do dwóch lat rejestracji.

(nieczytelne) [00:04:08], nie?

Haha. Nie są to tanie urządzenia, nauka w ogóle nie jest tania.

No, to prawda. No dobra, to teraz lecimy do tych kwestii już nurkowych, już wiemy, że dwadzieścia metrów, ale jest to za kołem podbiegunowym?

Tak, oj, zdecydowanie.

I to dosyć daleko?

Dosyć daleko.

Jest zimno i woda też jest zimna, nawet bardziej zimna niż zwykle?

Tak, z racji tego, że ona ma dość duże zasolenie, bo zasolenie Morza Grenlandzkiego jest bardzo wysokie, temperatura zamarzania znacznie się zwiększa bądź zmniejsza, w zależności, w którą stronę patrzeć.

Tak.

Natomiast nie jest, nie wynosi to zero stopni, tylko prawie minus dwa stopnie, żeby dopiero powstał lud. Tak więc nurkujemy w wodzie o temperaturze maksymalnie zero stopni, ale zdarza się, że spada do minus półtora nawet.

Okay, czyli tak zimno.

Dość zimno, tak.

Czy sprzęt, który potrzebujesz do takiego nurkowania, jest innym sprzętem na bardziej zimne wody czy taki standardowy na zimne wystarcza?

Nie no, jest to standardowy sprzęt na zimne wody, z wszystkimi normami na wody zimne, natomiast jest to na pewno sprzęt, któremu dość ufamy, sami o niego dbamy, no i odpowiednio się przygotowujemy w ogóle. I sprzęt, i sami do tych nurkowań.

No właśnie, bo tu tak sobie wcześniej rozmawialiśmy, że tu tak, przy takich nurkowaniach konieczne jest dosyć dobre i mocne planowanie, to nie jest tak, że ubieram sprzęt, daję nura, wyciągam czujkę z baterią, git, nie?

Tak, tak, zdecydowanie, bo czasami opowiadamy o nurkowaniu na Spitsbergenie, a nie, ktoś mówi, a tu se wsadzi dwadzieścia metrów, nurkowanie do pół godziny.

Zeskakujesz z kry.

Dokładnie, a czasami ono trwa sześć minut, bo się wydaje, że zanurzymy się, wszystko okazuje się, że jest blisko.

To takich sześciominutowych nie wpisujemy do logbooka, haha.

Tak, tak, robimy, no dokładnie, ale komputer wszystko przyjmie, nie?

Tak.

Robimy swoją robotę i wychodzimy. I rzeczywiście, z perspektywy doświadczonego płetwonurka nie wydaje się w tym nic trudnego, ale tak naprawdę bywa różnie z widocznością, bywa różnie z prądami, bywa różnie z miejscem, czy jesteśmy bliżej lodowca, czy jest dalej, czy dalej lodowca, dane nurkowanie wykonujemy. Natomiast cała logistyka jest dość ciekawa, bo musimy zaplanować to nurkowanie, nie chodzi o kwestię tego, żeby nie zmarznąć pod wodą, tylko żeby nie zmarznąć ogólnie, dlatego że jedynym bezpiecznym i ciepłym miejscem w okolicy to jest stacja polarna, natomiast stacja polarna jest często oddalona parę nawet, parę kilometrów od miejsca nurkowego, a na miejsce nurkowe musimy dostać się nie jakimś luksusowym jachtem, tylko wygodnym, ale jednak pontonem, na którym nie jest, w Arktyce praca na wodzie, ja zawsze powtarzam, to nie jest kwestia, czy zmarzniesz, tylko jak zmarzniesz.

Haha.

I jest kwestia zabezpieczenia się tak, żeby zmarznąć na tyle, żeby nie było niekomfortowo jeszcze. No i tutaj trzeba zaplanować odpowiednie, no dopłynięcie nie jest takim problemem, bo, powiedzmy, nie ma prawdopodobieństwa, że na przykład cię zaleje, nie? Natomiast jednak jak już nurkujesz, jest, tyle rzeczy może wydarzyć, łącznie z tym, że mały przeciek skafandra może spowodować ogromne wychłodzenie organizmu już nie tylko…

Pod wodą.

Pod wodą, ale przy powrocie. Tak więc naprawdę, całe planowanie i głębokości, i czasu tych nurkowań oraz sprzętu, jaki zabieramy, no bierzemy całościowo pod uwagę.

Czyli tak naprawdę skafandra już nie wchodzi w grę, bo jak wyjdziesz…

Nie wchodzi, nie wchodzi, w zasadzie jeżeli, przy nurkowaniach w Arktyce, jeżeli okazuje się, że skafander cieknie na starcie, na przykład nie dopiąłem zamka, nieszczelny, zrobiłem gdzieś dziurę, to po prostu nie robię tego nurkowania.

No tak, bo wyjdziesz i potem godzinę musisz pontonem płynąć w zimnie.

No, dokładnie, dokładnie, nie ma, za duże ryzyko.

Kostka lodu.

Tak jest.

A najbliższa w razie czego komora dekompresyjna?

To znaczy, wydaje mi się, to znaczy, na pewno na kontynencie. Na Spitsbergenie nie ma i wydaje mi się, że najbliższa jest Tromsø w Norwegii.

No to też kawał drogi.

No kawałek drogi, kawałek drogi, w związku z tym, no to też jest dość istotne, bo w Longyearbyen, w stolicy Spitsbergenu, znajduje się szpital, natomiast, oczywiście nurkowe, zgoda do nurkowania jest, nurkowania są wykonywane nie tylko przez nas, ale również Norwegowie wykonują swoje pomiary, natomiast całe planowanie tych nurkowań jest też naprawdę na maksymalnie zwiększonym poziomie bezpieczeństwa, żeby no nie zakładać, że co, w ogóle nie zakładamy sytuacji, musimy planować tak, żeby po prostu każdą opcją móc poradzić sobie na miejscu. No wiadomo, że wiele rzeczy nie przewidzisz.

Oj, tak.

No ale zawału serca możemy dostać idąc…

No (nieczytelne) [00:08:46].

Spacer z rodziną po parku, tak?

Tak.

Natomiast, no, minimalizuje ryzyko tego nurkowania.

Czyli sprzęt bardzo (nieczytelne) [00:08:53]?

Żadnych dekompresyjnych nurkowań i tak dalej.

Żadnych dekompresyjnych, w limitach?

Tak jest.

I dobry, sprawdzony sprzęt?

I dobry, sprawdzony sprzęt, no i komfort cieplny, nie?

Zdecydowanie, no systemy grzewcze…

Zdecydowanie tak, no.

Czy takie planowanie robicie dużo wcześniej czy, nie wiem, dzień wcześniej, dobę wcześniej? Bo to też pogoda zależy pewnie?

Wiesz co, wszystko uzależniamy od pogody, nie? Bo tak naprawdę pogoda nam dyktuje warunki naszej pracy, no i zazwyczaj wstępne plany już są nawet na tydzień, co najmniej na tydzień wcześniej, jak będzie wyglądać nasz tydzień nurkowy. Natomiast główne decyzje podejmujemy danego dnia, natomiast (nieczytelne) [00:09:32], nie?

Okay.

Danego dnia. Nie jest to jakoś specjalnie dużo wcześniej zaplanowane, natomiast, no, głównym czynnikiem decydującym o tym, jak daleko płyniemy i co robimy danego dnia, jest pogoda.

A głównie to co, jakieś śnieżyce, wiatr?

Wiatr, głównie problem z wiatrem. Bo oczywiście jeżeli jest, świeci słońce i jest flauta na morzu, no to jest pięknie, no ale jeżeli nie świeci słońce i jest flauta na morzu, też jest pięknie. Może nie jest tak ciepło i przyjemnie, ale jest to znakomita, jak my to mówimy, znakomita pogoda pomiarowa.

Dobrze brzmi. A co widać pod wodą w takim razie? Czy coś widać, czy nic?

Wiesz co, nurkowanie, to znaczy, wiele osób mi zadaje to pytanie, jak to musi być niesamowite, pewnie jest nieziemska widoczność, skoro to jest tak odległe od świata, w ogóle tam nie nurkuje, to musi być w ogóle niesamowite przeżycie.

No tak.

I w dużej mierze jest to prawda, na pewno prawdą jest to, że jest to niesamowite przeżycie, nurkowanie w Arktyce, ale nie wynika to z doznań wizualnych i znakomitej widoczności, bo z tym bywa naprawdę różnie.

O.

Bywają trudne warunki z dość silnymi prądami, chociaż też staramy się wybierać te miejsca tak, żeby było w miarę bezpiecznie, natomiast zdarza się, że jednego dnia mamy bardzo dobrą widoczność, a przy dużych ruchach lodu, ruchach lodowca, no to widoczność potrafi się pogarszać. I ona jest naprawdę do, potrafi spaść do dwóch metrów czy trzech. Czyli, no, bez szału, naprawdę, nie?

No nie wpadłbym na to.

A przy nawet dobrej widoczności potrafi nie przekroczyć dziesięciu. Tak więc to nie jest tak, że zawsze mamy tam śmietanę, ale to nie ma znaczenia tak naprawdę, bo oczywiście życie arktyczne to jest swoją drogą, płaszczki, ślimaki, kraby, lamina, tego jest mnóstwo, laminaria, tego jest mnóstwo, i to naprawdę widać, że to jest nienaruszone, nietknięte kompletnie.

Yhm.

Rzeczywiście, że to jest dziewicze wszystko. No bo po prostu z prostej przyczyny, tam nikt nie nurkuje, nikt do tego nie lezie.

No tak.

Natomiast ja, jeżeli miałbym podejść do nurkowania w Arktyce, pomijając fakt fantastycznych badań, które robimy, które, ja jestem dumny, że mogę w tym uczestniczyć, bo to jest nauka, z której korzysta naprawdę cały świat, to magiczność tego miejsca, czyli świadomość tego, że wybrałem dzisiaj miejsce, wybraliśmy miejsce, w którym najprawdopodobniej pod wodą nie był nikt. Jestem tam, nieważne, że to nie jest głębokość rekordowa, że to będziemy, nie wiem, odkrywać jakieś skarby, nie, po prostu ta sama świadomość, że zanurzam się w miejscu, w którym przede mną nie był nikt, tak daleko oddalonym od w ogóle świata zewnętrznego. 

Yhm.

I to jest takie trochę bardziej mistyczne przeżycie, tak mi się wydaje, ja podchodzę tak do tego, do nurkowania w Arktyce.

Dokładnie. Wy nurkowaliście, dobrze rozumiem, głównie z pontonu?

Tak, głównie z jednostki.

A z brzegu, z kry jakiejś?

Nie, nie, nie.

Nie?

Nie, to znaczy, można przy stacji zanurkować z brzegu, natomiast to są bardziej na nurkowania sprawdzające, zobaczenia, czy sprzęt, wszystko gra, niż wszystkie badania są prowadzone z jednostki pływającej.

To w ogóle wokół całej wyspy pływaliście czy gdzieś tam?

Nie, wszystkie badania robimy w okolicy, nurkowe, w okolicy rejonu Hornsund, fiordu Hornsund, to jest fiord, w którym, duży fiord, w którym znajduje się Polska Stacja Polarna, i tam wszystkie są te przyrządy pomiarowe umieszczone w tym fiordzie.

Rozumiem, że macie jakieś tam oznaczenia w GPS-ach, gdzie one są?

Tak, dokładnie.

Bo jakieś stałe czy nie ma?

Nie, stałych nie ma. Stałych nie ma dlatego, że one, po pierwsze, nie mogą stać ze względu na to, że wymogi parku, w którym znajduje się Spitsbergen, po drugie, zerwane by zostały, w zimę, tam po prostu wszystko zamarza i jeżeli nie lód morski by je poniszczył, to lód wypływający z lodowców w końcu.

Okay. Czy trudno było odszukać (nieczytelne) [00:13:32]?

No nie, zazwyczaj nie jest to trudne, ale wynika to z pracy, która jest wykonywana wcześniej, bo jest tak dokładny pomiar, pomiarowo są one pooznaczane, że w zasadzie, jeżeli głębokość, jeżeli mamy namiar na GPS-ie, gdzie znajduje się przyrząd, i staniemy mniej więcej w tym, i znajduje się on, powiedzmy, na głębokości dwudziestu metrów i staniemy mniej więcej w tym miejscu, w którym mamy oznaczenie, no to zazwyczaj dwadzieścia metrów od punktu maksymalnie znajdujemy dany przyrząd, ale przy mniejszych głębokościach, typu osiem metrów, to często zdarzało się tak, że po prostu spadaliśmy na niego, nie?

Haha.

Tak więc to jest naprawdę bardzo, bardzo dokładne.

A dużym zespołem schodzicie czy w dwie osoby?

W dwie osoby.

W dwie osoby?

W dwie osoby, zespół naukowców i płetwonurków często jest większy, natomiast zawsze maksymalnie dwie osoby, no i mam zawsze przyjemność być w tej dwójce, o ile jestem na miejscu. To jest plus tej pracy podwodnej, no.

Haha. No właśnie, schodzisz i wyciągasz to urządzenie, czy to na dole coś?

Nie, zazwyczaj przyczepiamy boje, które wyciągają urządzenia, teraz też są już przyrządy umieszczone w ten sposób, że będzie możliwość zanurzenia się i wymiany ich, nie wyjmowania z całą kotwicą, które są trzymane, tylko wymiany po to, żeby móc na brzegu zgrać dane, zmienić baterię i ponownie je umieścić.

Czyli jak z aparatem, wyciągasz kartę z danymi, trochę baterii.

Trochę tak, trochę tak, trochę tak.

Tylko w ciekawszym środowisku.

Dokładnie, dokładnie.

One leżą na jakimś dnie skalistym, coś takiego?

Na płaskim dnie, żwirowym takim.

Żwirowym.

To jest taki piasek, żwir, tak, są stawiane. Stawiane są, te miejsca, w którym one są, te przyrządy umieszczane, są też wybierane, natomiast no jeżeli jest bliżej lodowca, bo akurat tam są potrzebne te rejestracje czy zawiesiny, bo to też są pułapki, które łapią zawiesiny czasami, no to tam już jest to dno mniej przyjemne, bo ono jest takie bardziej muliste, nie?

No to powiem ci, też bym się nie spodziewał, że muliste dno w takim miejscu.

Tak nie? Niesamowite, to jest taki muł, taka glina bardziej, nie?

Raczej bym się spodziewał skał na przykład, nie?

Tak, tak.

I krystalicznie czystej wody.

No, tak wszyscy, właśnie takie jest podejście, a na przykład bywa bardzo, ona jest czysta, no ona jest bardzo czysta, tylko ze względu na swoją gęstość i ruchy wody po prostu nie jest przejrzysta, nie? To jest zaskakujące.

No, zaskakujesz naprawdę.

Tak, tak.

A powiedz mi…

Ale potrafi być bardzo ładnie, tak więc to nie jest tak.

A czy nurkując, zanurzając się w tej toni, czy coś widziałeś, jakieś, nie wiem, morsy, duże zwierzaki, które pływały?

To znaczy, nie miałem przyjemności spotkania pod wodą, natomiast mors, foki, morsy, bieługi, wieloryby to jest standard taki, że widzimy to na powierzchni, nie? Natomiast pod wodą to nie jest tak, że za każdym razem, jak się zanurzymy, zobaczymy, co bardzo żałuję, fokę. Nie, niestety, nie? Ona jest bardzo ostrożna, bardziej ja myślę, że większe prawdopodobieństwo po drugiej półkuli jest, na Antarktydzie, tego spotkania.

Yhm.

Natomiast, no, życie też jest. Tylko to bardziej, no mówię, płaszczki, kraby, mniejsze mikroorganizmy, nie?

Myślisz, że, czy w ogóle są organizowane i czy warto na takie, nie wiem, nurkowanie rekreacyjne sobie tam pojechać?

Wiesz co, trudno mi odpowiedzieć, natomiast są organizowane wyjazdy, z tego, co się orientuję, komercyjne organizacje, przynajmniej były, nurkowe. Myślę, że warto, to znaczy, to jest trochę podejście, czy warto tam zanurkować, to jest zawsze pytanie, co kto, znowu, dążymy do tego, kto co oczekuje, czego po nurkowaniu. Natomiast to jest miejsce, które na pewno warto odwiedzić, niezależnie od tego, czy pojedziemy tam nurkowo, czy pojedziemy tam rekreacyjnie, tak.

No nawet, tak.

Jeżeli my mamy pojechać na fajną wycieczkę tygodniową jachtem i pięć nurkowań zrobić i stwierdzić po tym: o, no było pięć fajnych nurkowań, ale bez większych tych, to i tak myślę, że z samej wycieczki będziemy zadowoleni, nie?

Haha. Zdecydowanie tak. No, tylko, fakt, trzeba by to dobrze planować to nurkowania, bo ja to mówię…

Tak, tak, bardzo bezpiecznie, bardzo bezpiecznie.

To, co mi teraz w głowie siedzi to jest to, skończysz nurkowanie, nie wejdziesz do ciepłego jachtu samochodu, czegokolwiek.

Tak.

Tylko jednak, no, jesteś mokry.

Cała logistyka.

A zamarzasz, jak tak wracałeś na tym…?

Nie. Nie, nie, nie. Teraz o tej porze, bo to też trochę ten mit temperatury, teraz już o tej porze, przełom wiosny i lata to temperatura tam maksymalnie do minus pięciu spada, przy tych, w większości miejsc, gdzie pracujemy, to jest zero, a nawet czasami plus dwa, plus trzy stopnie osiąga. Tak więc to nie ma dramatu.

Okay.

To znaczy, z perspektywy tutaj trzydziestu w tym momencie to jest zimno.

No tak.

Natomiast to nie jest tak, że tam…

Minus czterdzieści.

Minus czterdzieści i nie jesteśmy w stanie wytrzymać. No oczywiście wiatr robi swoje, no i na pontonie, wiadomo, jak płyniemy, to też wieje, nie?

A na pontonie dużo osób siedzi?

To zazwyczaj minimalizujemy ilość załogi. Od trzech do, minimum trzech do czterech osób, często używamy dwóch jednostek pływających, nie? Również.

A długo już tam, wiele razy byłeś na Spitsbergenie (nieczytelne) [00:18:18]?

Ja byłem trzeci raz, natomiast my w ogóle jako Hańcza Tech już pewnie będziemy z siódmy czy z ósmy, bo się zmieniamy, no bo to to jest jednak też duże wyrzeczenie, bo trzeba nam ponad miesiąc przeorganizować życie w kraju tak, żeby móc tam pojechać. No to już z dziesięć lat.

Wow.

Z dziesięć lat, jak współpracujemy z Instytutem i jedziemy tam właśnie w ramach projektów, różnych projektów naukowych.

A właśnie, na jak długo wyjechałeś?

Teraz byłem pięć tygodni i to zazwyczaj są takie, takie wyjazdy. Mamy drugą część tego projektu jeszcze w lipcu, Ola od nas jedzie, ale to już ona jedzie na dwa tygodnie. Czyli w tym roku będziemy dwa razy, natomiast to zazwyczaj jest jeden wyjazd do roku, raz do roku, raz na dwa lata i to jest w granicach, tak rezerwujemy sobie miesiąc do półtora.

A jak z zasięgiem telefonii komórkowej?

Nie ma w ogóle. To znaczy, na Spitsbergenie w Longyearbyen, w stolicy, jest jak najbardziej, natomiast na stacji polarnej nie ma w ogóle najmniejszej opcji złapania jakiejkolwiek kreski zasięgu telefonicznego. Natomiast oczywiście na stacji funkcjonuje normalnie Internet. Ale to na stacji, bo po wyjściu ze stacji, na jakimkolwiek, ponton, brzeg, nie ma, nie ma Internetu.

Yhm.

No i telefonicznego zasięgu nie ma pół kreski.

I jak tu się pochwalić nurkowaniem rekreacyjnym?

Nie? Ciężko, nawet nie można tego od razu wrzucić na Facebooka, to… Haha.

No właśnie, dokładnie tak sobie pomyślałem.

No, tak, tak, tak.

Ale mimo wszystko na pewno warto?

Warto, człowiek trochę też zaczyna inaczej patrzeć na pośpiech, na życie i na świat, no że jednak to tak, znów wszystko jednak nie jest takie szybkie, jak nam się wydaje.

No zwłaszcza jak pięć tygodni jesteś.

Tak, tak.

A powiedz mi, pamiętasz swój, nie wiem, pierwszy raz na Arktyce, jak tam nurkowałeś?

Oj, tak, oj, tak. To znaczy, w ogóle ja myślę, że, myślę, że w ogóle Arktyka jest takim miejscem, że się nie da zapomnieć swojego pierwszego razu, natomiast podobno, i tak rzeczywiście, z tego, co obserwuję, Arktykę dzielimy, to znaczy, ludzi związanych z Arktyką dzielimy na dwóch, to znaczy, ludzi odwiedzających Arktykę dzielimy na dwie grupy: na takich, którzy tam przyjechali i absolutnie zostawili kawałek siebie i już nie mogą tam nie wracać, i chyba ja raczej do tej części należę, bo to uważam, że to jest jeden z kilku moich domów na Ziemi, Arktyka, no a druga, którzy byli i powiedzieli: Boże, co tutaj w ogóle ludzie robią, i tu jest nudno, nie ma nic i nigdy nie wracają. I znam taką grupę ludzi, jest myślę, że mniejsza, natomiast jest, nie? I stąd jakby, jeżeli ja wspominam swój pierwszy raz w Arktyce, ja myślę, że ja trochę się zachłysnąłem tą Arktyką. Jak sobie z perspektywy dziesięciu lat o tym myślę, ja po prostu nie umiałem oddechu wziąć, widząc to wszystko wkoło, no było aż za dużo tych emocji. Dzisiaj, jak sobie analizuję i jak nurkuję, jak przyjeżdżam po na przykład roku, dwóch przerwy, jak to spokojnie chłonę, tym spokojnie się cieszę, jak wiem, że na to wszystko mam czas, to zupełnie inaczej podchodzę niż za pierwszym razem, kiedy chciałem to wszystko mieć tak…

W sekundę, nie?

W sekundę, od razu. I było mnóstwo zdjęć, mnóstwo kręcenia, taka właśnie, trochę takie zatrzymanie, że nie możesz się tym podzielić od razu z wszystkimi, bo, po pierwsze, nie ma możliwości, po drugie, nie ma Internetu.

No tak.

A po trzecie to dziesięć lat temu to też trochę inaczej jednak to wszystko wyglądało. Natomiast pamiętam jak do dziś, no ja też mam dużo szczęścia do pogody, bo ten dzień pierwszego zanurzenia, już jak zajechałem na miejsce, to to zachłyśnięcie tymi widokami było ogromne i to oczekiwanie parę dni na te nurkowania, no zanurzasz się, wkoło pełno śniegu, gór lodowych, lodowiec. No, ogromne wrażenie, ogromne. Ja nie pamiętam samego tak tego nurkowania i tego, co widziałem pod wodą, bo jakieś sprawdzające, jak samej tej otoczki wkoło. No i tak myślę, że mam do dziś, tylko dzisiaj bardziej dojrzale pewnie podchodzę do tego tematu.

Haha.

Natomiast jest to ogromne przeżycie.

Super, to mam nadzieję, że uda mi się tam kiedyś zanurkować. Pewnie rekreacyjnie.

Warto, warto. A kto wie, Kamil, jak będziesz się rozwijał, kto wie, w sumie, wiesz, kto ciebie…

No te czujniki też mnie zaczynają ciekawić coraz bardziej, jak one działają.

Tak, tak, tak. Bo ta nauka jest bardzo fajna, nie? Robienie tej nauki naprawdę jest bardzo interesujące.

Zwłaszcza że to ma sens jakiś tak naprawdę.

Tak, ma. Ja też pierwszy raz, jak podjechałem, też nie wiedziałem, z czym to się je, albo jechałem jako płetwonurek, zastanawiałem się: nauka na Spitsbergenie? Dopiero się zacząłem interesować, że tam coś takiego istnieje. No i okazuje się, że bardzo dużo fajnych ciekawych projektów robimy, przodujemy, mamy mnóstwo polskich bardzo dobrych naukowców, z których badań korzysta naprawdę cały świat, nie? No i mamy tę stację polarną, która jest perełką naszą, nie?

Jest. Super, dzięki ci, Adam, za kolejny odcinek. I co, do zobaczenia kiedyś?

Do zobaczenia.

Do zobaczenia, dzięki, cześć.

Do zobaczenia, dzięki, cześć.