Jedni kochają pracę zdalną za to, że nie trzeba się ubierać do pracy a inni widzą w tym szansę na doskonalenie swoich umiejętności nurkowania. Maria Bobela ustanowiła aż trzy rekordy Polski w trzech konkurencjach na mistrzostwach świata we freedivingu. Jednym z nich jest zejście na 82 metry głębokości na wstrzymanym oddechu!

Obejrzyj odcinek

Przeczytaj podcast

Cześć Maria.

Cześć.

Powiedz mi, gdzie ostatnio nurkowałaś.

Ostatnio nurkowałam w Deepspocie tydzień temu, a miesiąc temu w Dahab w Egipcie i w Sharm el Sheikh. 

No właśnie, bo z tego, co kojarzę, to ty chyba mieszkałaś, mieszkasz w Dahabie?

Teraz mieszkam, nie jestem pewna, gdzie, ale przez ostatnie dwa lata mieszkałam właśnie w Dahab, w Dahabie.

Czy to było związane z twoją pasją nurkowania freediverskiego czy tak po prostu?

Mój wyjazd tam wydarzył się dlatego, że spróbowałam freedivingu tutaj, w Deepspocie i z tego tytułu, że był właśnie lockdown i nie miałam za bardzo pomysłu na to, co ze sobą zrobić, to stwierdziłam, że pojadę do Dahab na miesiąc, żeby spróbować trochę więcej tego freedivingu i zobaczyć, jak mi się to podoba w takim środowisku naturalnym.

I z tego miesiąca zrobiły się lata, tak?

To jest taka osobna historia. Właśnie bardzo dużo o niej w ogóle tak mówiłam publicznie, bo to jest jedna z moich takich ulubionych historii w moim życiu, mianowicie tydzień przed wyjazdem, tydzień przed powrotem do Polski planowanym, znalazłam psa w morzu.

Okej. Freedivera?

Psa freedivera, tak. No i wyłowiłam tego psa, bo bardzo lubię psiaki i to się, ten piesek okazał się bardzo chory i stwierdziłam, że na ten tydzień ostatni, kiedy tam będę, że tego psa zatrzymam i po prostu spróbuję go wyprowadzić do jakiegoś takiego normalnego stanu i się w tym psie zakochałam i stwierdziłam, że chcę go zatrzymać dla siebie, a ten proces wyrabiania dokumentów dla zwierzaka, żeby zabrać go do Europy, trwa około sześciu – siedmiu miesięcy, więc w Dahabie musiałam zostać na ten czas i właściwie dzięki mojemu psu doszłam tam, gdzie doszłam, bo nie miałam pomysłu na to, co tam robić, więc po prostu kontynuowałam swój freediving.

Już widzę tytuł odcinka. Był tytuł odcinka z Emilią Białą „Rzuciła korporację przez freediving. Od psa do rekordów.”.

Tak, tak. Dokładnie tak. Możemy tak nazwać ten odcinek.

To powiedz mi, czym się zajmujesz, bo rozumiem, że freediving to jest twoja pasja, bo na co dzień nie zajmujesz się, nie wiem, zawodowo freedivingiem?

Znaczy, w tym momencie można powiedzieć, że trochę już to przeszło w zawodowstwo, ale taką moją główną ścieżką zawodową jest grafika komputerowa i robię to już od jedenastu lat i że tak powiem, to jest takie też moje główne źródło życia, tak?

No i stąd pewnie praca zdalna i mogłaś sobie spokojnie pojechać do Dahabu i trenować, tak?

Dokładnie tak. Tak jest.

No właśnie, to jak się zaczęła ta twoja przygoda z freedivingiem? Nurkowałaś wcześniej sprzętowo czy od razu freediving?

Tak, nurkowałam sprzętowo dosyć długo, mianowicie… kurczę, nie dam sobie ręki uciąć, ale wydaje mi się, że około dwa tysiące trzynastego roku zaczęłam właśnie przygodę z butlą i wydarzył się taki czas w moim życiu, kiedy miałam dwadzieścia lat i wyjechałam do Indii, w których mieszkałam cztery lata i w tych Indiach przez dwa lata weekendowo pracowałam jako dive master. I miałam tam sporo właśnie takich studenciaków, Hindusów, którzy przyjeżdżali do mnie głównie na discover scuba diving i szczerze mówiąc, po dwóch latach miałam już tak tego serdecznie dosyć, dlatego że to była taka bardzo malutka wysepka na południowo-zachodnim wybrzeżu Indii, przy której już znałam każdy kamień i stwierdziłam, że już mam tego serdecznie dosyć i chciałabym raczej spróbować znaleźć się pod wodą bez tych wszystkich gratów.

Czyli moment, w którym nudzi nam się noszenie sprzętu, to jest moment, kiedy idziemy na kurs freediverski? 

Myślę, że to jest jedna z opcji, tak.

No to powiedz mi, czy w takim razie, czy początki w ogóle z freedivingiem były trudne, czy to tak, jak już nurkowałaś scuba, to przyszło z łatwością?

Szczerze mówiąc, byłam bardzo zaskoczona, dlatego że wydawało mi się, że będąc już tak, w jakiś sposób obyta z wodą, czując się w niej bardzo komfortowo, moje początki będą łatwe, a okazało się zupełnie odwrotnie, mianowicie kiedy stwierdziłam, że zrobię ten pierwszy, wstępny kurs IDA 2, tutaj, na Deepspocie, przyszłam tutaj bardzo taka rozemocjonowana, pozytywnie nastawiona, po czym weszłam do wody, moje ciało w całości się spięło, co jest najgorszą rzeczą, która może się wydarzyć podczas treningu freedivingowego i okazało się, że nie jestem w stanie zanurzyć się nawet na pięć metrów, nie jestem w stanie się rozluźnić. Nie chcę powiedzieć, że tak się wydarzyła jakaś panika, może nie aż tak, ale czułam jakiś ogromny dyskomfort i stwierdziłam, że „ojejku, to nie jest to, co myślałam”, więc miałam rzeczywiście…

To tak na filmach i w Internecie wygląda prosto i łatwo, nie?

Tak, tak, wygląda w ogóle fantastycznie. Wszyscy mówią, że tak pięknie wyglądamy pod wodą, ale to są godziny spędzone właśnie w tym środowisku, które wpływają na to, że dobrze się dopiero tam czujemy, także nie, mój początek, wybacz taką bardzo, bardzo rozwiniętą odpowiedź, początek był hardcorowy wręcz i w życiu nie sądziłam, że uda mi się dojść, gdzie doszłam teraz. 

No właśnie, bo jak sobie wrzucić twoje imię i nazwisko w Google, to pierwsze, co wyskakuje: „rekord – osiemdziesiąt dwa metry w dół”.

W dół, tak.

Tak, bo niektórzy jeszcze w poziomie pływają.

Okej. I co w związku z tym?

Tutaj moje pytanie: jak z tych pierwszych trudności doszłaś do takiego rekordu? Skąd w ogóle pomysł na bicie rekordów? Czy to był jakiś, nie wiem, punkt przełomowy? Czy to tak samo przyszło? Czy przypadkowo? Wstałaś rano, mówię: „a, walnę se osiemdziesiąt metrów”?

Nie. Kiedy zaczynałam, w ogóle absolutnie nie, nie myślałam o tym, żeby… żeby zajmować się tym tak zawodniczo. Tak naprawdę, kiedy pojechałam do Dahab, to ja sobie wtedy dałam taką szansę na to, żeby zrobić taki re-start z freedivingiem i dać sobie jeszcze tą jedną szansę i spróbować, żeby było jednak fajnie, dlatego że naprawdę, to moje pierwsze podejście, mimo że miałam bardzo fajnego instruktora tutaj, właśnie na Deepspocie, wszystko wydarzyło się absolutnie w porządku, jakby to… to była tylko i wyłącznie moja wina, że ja nie potrafiłam się rozluźnić i stwierdziłam: „Ok, one more chance.”, tak? Może w morzu będzie fajniej, może w tym środowisku naturalnym będzie mi łatwiej. I… tak, no pojechałam tam, spróbowałam i wydarzyło się tak, że po prostu dzięki takim bardzo regularnym treningom, wiedziałam, że mam tylko miesiąc w tym pięknym miejscu, w końcu doszłam do tego momentu, w którym poczułam się naprawdę… może nie superkomfortowo, ale zaczęłam zauważać jakąś taką zmianę w tym, jak ja się czuję pod tą wodą. I w miarę jakby kontynuowania tego treningu, to się stawało coraz łatwiejsze, można powiedzieć, że znajdywałam jakieś nowe techniki też na to, jak się znajdywać na pewnych większych głębokościach, jak dłużej siedzieć pod tą wodą i to się stawało właśnie coraz bardziej przyjemne, aż w pewnym momencie, właśnie podczas mojego pobytu w Dahabie miałam wypadek… to nie był wypadek, właściwie wypadek w momencie, kiedy wstawałam z krzesła, pracując, wypadły mi dwa dyski, haha. I to się stało w… troszkę ponad rok temu, półtora roku temu już i ja leżałam przez cztery miesiące. Nie mogłam robić absolutnie nic i wtedy pomyślałam sobie, że: „Co ja tutaj robię?”. Jakby, przyjechałam do tego Dahabu po to… z myślą, żeby nurkować i tak naprawdę ja tutaj leżę i absolutnie nic nie robię, więc bardzo zawalczyłam o to, żeby dojść do siebie jak najszybciej, chodziłam tam na jakąś fizjoterapię, bla, bla, bla. I w momencie, kiedy doszłam do siebie, brakowało mi takiej motywacji i stwierdziłam: „Bobela, zapisujesz się na zawody”, przepraszam, „zapisujesz się na zawody, bo to będzie jedyna rzecz, która cię trochę zmusi do tego wejścia do wody”.

To tak mega zmotywuje i zmusi, nie?

Więc zapisałam się na zawody. Właśnie moje pierwsze zawody, w tej Federacji Aida, odbyły się w Sharm el Sheikh i stwierdziłam: „No dobra, no jak już się zapisałaś na te zawody, no to… no to warto byłoby tam coś zaprezentować, tak? I postarać się jednak zobaczyć, na co mnie stać.”. I można powiedzieć, że trafiłam też w dziesiątkę względem mojego trenera, mojego coacha. Ja trenowałam z takim gościem, który się nazywa Sergey Zykov, to jest Rosjanin, który jest bardzo, bardzo taką motywującą osobą. Nie ma z nim „przebacz”. Dał mi takiego porządnego kopa w dupę, którego naprawdę potrzebowałam na tamten moment. Nasz trening był bardzo intensywny, bardzo byłam zmęczona po tym naszym treningu, ale rzeczywiście był też bardzo efektywny, także wydaje mi się, że po prostu było kilka czynników, które też wpłynęły na to, że… no, że udało mi się już, już na tych pierwszych moich zawodach osiągnąć jakieś takie całkiem fajne wyniki.

A powiedz mi, jak wyglądały takie treningi, przygotowania? To było nurkowanie w kółko, czy też, nie wiem, praca z głową i tak dalej?

Myślę, że to jest bardzo, bardzo zależne od osoby, z którą się współpracuje. Ja na przykład w tym momencie przygotowywałam się sama, jakby sama sobie ułożyłam trening, bo wydaje mi się, że już gdzieś nabrałam takiej świadomości, że jestem w stanie to zrobić, ale oczywiście, no nie jestem alfą i omegą i będę kontynuować pracę z coachami, ale na tamten moment, właśnie z Sergeyem, to była praca głównie taka fizyczna. Bardzo dużo spędziliśmy czasu w wodzie. Na sucho też było sporo pracy fizycznej, szczególnie mówię tutaj o pracy nad mięśniami w okolicach głośni, mięśniami języka, nad kontrolą… podniebienia. Brakowało mi słowa, tak, podniebienia. To są jakby takie okolice, miejsca w naszym ciele, z których, których my nie jesteśmy świadomi, a im, im głębiej się zanurzamy, to bardziej musimy być świadomi, co tam się wydarza. Jakby, im jesteśmy głębiej, tym bardziej technicznym sportem freediving się staje, także głównie na tym początkowym etapie to była praca taka stricte fizyczna, natomiast teraz, im głębiej nurkuję, tym bardziej czuję, że to już jest praca nad moją głową, dlatego że w tym momencie po prostu pojawiają się strachy, jakby fizycznie ja wiem, że jestem dobrze przygotowania, technicznie też, świadomość tych mięśni, o których mówiłam wcześniej też mam, wydaje mi się, że całkiem niezłą, a teraz właśnie pojawił się ten problem głowy, strachów, wątpliwości.

I powiedz mi, tak dla tych, którzy nie wiedzą, jak wygląda taki trening, nie wiem, pod wodą? To jest, schodzicie razem z coachem, instruktorem, czy ty schodzisz sama głębiej? Bo wyobrażam sobie treningi, nie wiem, z trenerem personalnym na siłowni.

Yhm.

On mi coś tam pokazuje, ja to robię. A jak to wygląda we freedivingu?

Tak. Z Sergeyem moja praca wyglądała tak, że on układał mi trening. Jakby, dzień przed treningiem albo nawet w dniu treningu mówił, co będziemy robić. Ja myślę, że we freedivingu nie ma jakby takiego większego sensu układanie długoterminowego, dlatego że… no, czasem się po prostu wydarza tak, że coś pójdzie nie po naszej myśli, że jednak na przykład nie uda nam się dojść do danej głębokości, więc ten plan moim zdaniem trzeba troszeczkę modyfikować, więc robiliśmy to tak, że właśnie w dniu treningu ten plan został mi odkrywany, tak? I zazwyczaj mój trening wygląda tak, że ja robię pierwsze nurkowanie, takie rozgrzewkowe i robię tak zwany „hang”, czyli zanurzam się do momentu, w którym jestem neutralnie pływalna. W moim przypadku to około dwunastu metrów. Oczywiście mówię tam już w tej piance i z wagą i tak dalej, i tak dalej. Mówię o środowisku takim naturalnym. I tam ja sobie wiszę po prostu, trzymając się za linę i wiszę, jak najdłużej mogę i w moim przypadku te hangi, to trwają tam około czterech i pół minuty. Tak, to jest pierwsze nurkowanie i zazwyczaj drugim nurkowaniem w moim przypadku jest to najgłębsze nurkowanie. I na początku tego cyklu treningowego te moje nurkowania nie są zbyt głębokie. Zaczynam, powiedzmy od trzydziestu pięciu – czterdziestu metrów i później, w miarę upływu czasu, ja tą głębokość zwiększam. Na początku mocniej, powiedzmy, że zwiększam ją tam o siedem, osiem, czasami dziesięć metrów, jeżeli okazuje, że dana głębokość jest dla mnie w porządku, a później oczywiście to zwiększanie głębokości już jest coraz mniejsze. Czasem nawet to jest tylko kwestia jednego metra, tak?

Okej. A skąd w ogóle wiesz, że to jest ta głębokość i ten moment, że już dalej nie pójdziesz? Czy to czujesz jakoś w głowie, czy? Gdzie masz taki jakiś sygnał?

Znaczy, to jest bardziej definiowane tym, jak my wyglądamy i jak czujemy się zaraz po wynurzeniu i takim… takim właśnie, ojejku, kurczę, słowo mi wyleciało z głowy, angielskie słowo, widzisz, siedzi mi w głowie.

Dawaj angielskie.

Indicator? 

Wskaźnikiem?

Wskaźnikiem, Boże kochany, aż mi wstyd. Jak ta, jakaś Pamela, kurczę, która wróciła z Nowego Jorku po miesiącu wakacji, haha. 

Możemy zrobić odcinek po angielsku.

Nie, nie, nie, nie. Zróbmy to po polsku. Wskaźnikiem tego, czy wszystko jest okej, czy wszystko odbyło się w porządku podczas naszego nurkowania są często usta i ich kolor. Jeżeli wynurzamy się i mamy różowe usta i ogarniamy w ogóle, co się dzieje i też właściwie pokazujemy „okej”, że jesteśmy, że wszystko jest z nami porządku, to jest taki wskaźnik, takie świadectwo tego, że… że ogarniamy, co się dzieje, że nie mamy hipoksji, że dalej ten poziom tlenu w naszym przypadku jest okej, tak? A czasem zdarza się tak, że dodamy na przykład pięć metrów i wynurzamy się niebescy wręcz i już jakby widać po nas, że troszkę, na przykład że zaczynamy się trzęść. No, to już jest taki, taki hardcorowy przypadek, zaraz przed blackoutem, tak? 

A zdarzyło ci się tak?

Tak zwany LMC, czyli ten loss of motor control albo “samba” potocznie zwana – tak, zdarzyła mi się i to jest takie zabawne uczucie, bo… no, wszystko w sumie ogarniamy, ale te nasze mięśnie trochę odmawiają posłuszeństwa i te ciało się tak trochę trzęsie, ale nie wiąże się to z jakimś takim ogólnym, ogólnie złym samopoczuciem, także mnie zawsze to bawi, jak ja zdaję sobie sprawę, że to się dzieje, haha. A blackout zdarzył mi się raz. Tak, zdarzył mi się na zawodach w październiku ostatniego roku, co było zabawne, bo ja nawet nie zauważyłam, że ten blackout się wydarzył, haha.

O, to to ciekawe.

Tak, tak. Taka sytuacja się zdarzyła, że był bardzo silny prąd w Sharmie, a generalnie jak nurkujemy głęboko, to wydarza się taki moment, gdy mamy już negatywną pływalność, że pozwalamy naszemu ciału już swobodnie opadać i wtedy wyłączamy wszystkie mięśnie, żeby już nie palić żadnego tlenu i pozwalamy sobie opadać i właściwie głównym zadaniem jest wyrównywanie ciśnienia i tyle. Ja robiłam to nurkowanie, to było wtedy siedemdziesiąt pięć metrów free immersion, czyli podciągając się na rękach, zarówno w dół, jak i w górę i plan był na tyle silny, że do tego, do tych siedemdziesięciu pięciu metrów musiałam cały czas pracować. Cały czas musiałam pracować.

Czyli po prostu nie spadałaś, tak? Musiałaś tam się…

W ogóle nie spadałam, ani przez sekundę, także no po prostu tak bardzo dużo tego tlenu spaliłam, że już, że już, no, już nie wystarczyło na całe nurkowanie. Właściwie wystarczyło na całe, dlatego że miałam blackout na powierzchni. Wzięłam „tak”, byłam na górze i taka była śmieszna sytuacja, ponieważ ja się wynurzyłam i nagle pokazuję wszystkim „tak”, a oni kręcą głową, więc jakby oni, czyli sędziowie, że „nie”, a ja mówię: „No, jak to nie?” i okazało się, że między tym wynurzeniem, się złapaniem za linę i pokazaniem „tak”, ja na chwilkę właśnie straciłam przytomność, haha.

No tak.

Także no… Dlaczego o tym mówię? Bo to nie jest nic strasznego. Ludzie sobie wyobrażają jakieś okropne rzeczy, a nawet ten blackout, jeżeli on się tam wydarzy raz czy dwa w życiu, to, to nie jest coś takiego przerażającego i… szczególnie jakby w obliczu zawodów. To jest naprawdę bardzo bezpieczny sport.

Z Agatą Bogusz współorganizowaliśmy zawody i też widziałem blackout, to tak patrząc, to wygląda to źle, ale jak mówisz o tym, to czuję się lepiej, haha.

Tak. Wiem, że wygląda to źle, ale, ale no nie jest aż tak dramatycznie, jak to wygląda, haha. 

To mówisz, było na siedemdziesięciu pięciu metrach, tylko prąd przeszkadzał, tak?

Tak jest. 

Czyli dużo czynników (nieczytelne) [00:17:44]?

Nie nurkujemy z prądem, haha.

No tak, ale tego się nie wyłączy przecież, haha.

No wiem, wiem, wiem. Żartuję sobie oczywiście. No, taką podjęłam decyzję. Jakby, ja wiedziałam, że ten prąd jest. Nie wiedziałam, że jest na całej głębokości. Wtedy może bym rozważyła inną decyzję, ale to też była fajna nauka, takie trochę poskromienie moich takich wyobrażeń, że jestem niezniszczalna, haha.

A te siedemdziesiąt pięć metrów było już po tych osiemdziesięciu dwóch czy jeszcze przed?

Nie, nie, nie. To był, to było moje nurkowanie z października. Na tamten moment to było moje najgłębsze nurkowanie. Tak. A teraz wydarzyło się już głębsze. 

No właśnie, to jeszcze a propos o tych osiemdziesięciu dwóch metrach, bo masz kilka rekordów. 

Teraz mam szesnaście.

No właśnie. I one są na różnych głębokościach?

Tak jest.

To wytłumacz słuchaczom, jak to się dzieje, bo logicznie wydaje się, że rekord jest jeden, najgłębiej, tak? 

Yhm.

A nie, możesz mieć rekord osiemdziesiąt dwa i nagle rekord siedemdziesiąt cztery na przykład.

Yhm. No dobra, więc we freedivingu głębokościowym mamy cztery dyscypliny. Pierwszą z nich jest nurkowanie w płetwach podwójnych. Drugą nurkowanie w monopłetwie. Takiej, w której mamy złączone nogi, jak Syrenka. Trzecią dyscypliną jest nurkowanie bez płetw, to jest zanurzenie się, zarówno zanurzenie i wynurzenie się, płynąc żabką w dół i w górę, bez możliwości dotknięcia liny, czyli lina jest po prostu takim wyznacznikiem, w którym jakby kierunku my płyniemy. Jesteśmy też do niej przyczepieni, ale nie możemy się nią wspomóc w żaden sposób. Jakby możemy, ale zostaniemy zdyskwalifikowani. I czwartą dyscypliną i właściwie na ten moment moją ulubioną jest free immersion, czyli właśnie podciąganie się na rękach, zarówno w dół i w górę i w tej dyscyplinie nie możemy mieć nic na nogach, ani płetw, ani monopłetwy, właściwie mamy tylko siebie i linę. 

I linę.

Tak jest.

I rozumiem, że w takim razie w każdej tej konkurencji możesz zdobywać, mieć różne rekordy?

Dokładnie tak. 

To mówisz, że najbardziej ci ten free immersion się podoba?

Na tą chwilę tak, ale już, już czuję, że… odczuwam potencjał też w innych dyscyplinach i myślę o tym, żeby może pomalutku też przerzucić się na trening innych dyscyplin. Dlatego, że właściwie te moje jakby wyniki, które ja teraz osiągnęłam w innych dyscyplinach są trochę konsekwencją tego treningu właśnie free immersion. Tego, którego ja robię rękoma i właściwie do tej pory nie bardzo się skupiałam na innych dyscyplinach, a właśnie myślę o tym, żeby troszeczkę pocisnąć, haha.

Teraz tak sobie zaczynam wyobrażać, czy w takim free immersion osiągniesz większą głębokość, niż na przykład w tym, gdzie płyniesz żabką? Bo tam więcej spalasz tlenu?

Tak jest, jak najbardziej. Więc ta dyscyplina, która się nazywa CNF po angielsku i to jest skrót od constant weight no fins, to jest najpłytsza dyscyplina. Zarówno wśród kobiet i mężczyzn, dlatego że oczywiście, ona wymaga jak największej ilości tlenu, którego my spalamy, tak?

Yhm.

Jest, jest najcięższa tak naprawdę. Ta różnica głębokości między właśnie CNF, a innymi dyscyplinami jest, jest naprawdę bardzo duża. Tak naprawdę wydaje mi się, że to jest około nawet trzydziestu metrów różnicy wśród tam najlepszych freediverów na świecie.

Okej, no i (nieczytelne) [00:21:09], że może być nowy rekord, który jest płytszy, niż poprzednie rekordy.

Dokładnie tak, haha.

Osiemdziesiąt dwa metry to jest naprawdę, naprawdę głęboko. Nie wiem, ja kiedyś zanurkowałem na pięć i było niefajnie.

Okej, haha.

Przestraszyłem się troszeczkę, jak zaczęło mnie to właśnie wciągać.

Yhm.

Nie miałaś tego strachu?

Miałam ten strach, ale to jest właściwie takie konsekwentne budowanie tej głębokości i też ciężka praca z dnia na dzień, która… która też analogicznie pomaga, pomaga mi w takim jakby zaufaniu samej sobie i niestety to jest taka praca, która musi dziać się jakby w krótkim odstępie czasowym. Widzisz, ja wykonałam to nurkowanie na osiemdziesiąt dwa metry w maju. Od maja teraz mam przerwę w treningach takich wodnych, jakby trenuję na sucho, jakaś tam siłownia i tak dalej, ale no, wątpię, że na przykład jutro bym zanurkowała na te osiemdziesiąt dwa metry. To musi być naprawdę poprzedzone pracą i taką też trochę adaptacją do tej wody, dlatego że nawet, jeżeli ja fizycznie będę w stanie teraz zanurkować na osiemdziesiąt dwa metry, to myślę, że moja głowa mi na to nie pozwoli.

Teraz rozumiem, jak niektórzy freediverzy mi mówią, że Deepspot dla nich jest za płytki, haha.

No cóż. No, ale jest na pewno super miejscem do treningu też.

Dla mnie jest dalej za głęboki, haha.

Haha, wszystko w swoim czasie.

Przygotowujesz się teraz do jakiegoś kolejnego rekordu?

Wiesz, co? Ja mam taką zasadę wręcz, nie, nie wiem, nie wiem, jak to nawet nazwać, ubrać w słowa, powiedzmy zasadę, że nie chcę wywierać na sobie żadnej presji i jakby rekord sam w sobie nie jest… nie jest jakimś takim moim celem. Te rekordy, one się wydarzają, one są taką konsekwencją treningu. Ja nigdy nie wiem, czy uda mi się zanurkować na pięć metrów głębiej, czy na przykład okaże się tak, że coś pójdzie nie tak w treningu i jednak nawet nie dobiję do tej jakby mojej poprzedniej głębokości, więc nie narzucam sobie teraz żadnego wyniku, a raczej po prostu skupiam się na tym, żeby sobie ułożyć jakiś taki sensowny plan treningowy. No i zobaczymy, co tam wyjdzie.

Jak pamiętam, rozmawiałem z Agatą Bogusz.

Yhm?

Jeśli dobrze kojarzę, sto jeden metrów głębokości.

Yhm, tak.

Chcesz ją pokonać? Bo to jest chyba niepobity rekord?

Nie jest to absolutnie moim celem. Jestem bardzo daleko od takiego wyniku i szczerze mówiąc też monopłetwa, Agata wykonała ten imponujący, to imponujące nurkowanie właśnie w monopłetwie. Nie jest to moja dyscyplina na tą chwilę i też nie przyglądam się, szczerze mówiąc, monopłetwie aż tak w tym momencie, więc nie, absolutnie. Szczerze mówiąc, w ogóle jakby pobijanie kogokolwiek nie jest, nie jest… nie myślę o tym, wiesz? Bo wydaje mi się, że to troszkę… jakby w moim mniemaniu to troszeczkę się kłóci w ogóle z ideą freedivingu. Ja nie po to zaczęłam nurkować i bardzo też pracuję nad tym, bo oczywiście, jakby zawody wiążą się z tym, że chcemy wykręcić jak najlepszy wynik, ale bardzo mocno pracuję na to, żeby… nad tym, przepraszam, żeby, żeby gdzieś właśnie nie wejść na ten trop, że „ojejku, muszę, muszę, muszę być pierwsza, muszę pokonać”. Jakby chcę w dalszym ciągu po prostu nurkować dla siebie i gdzieś patrzeć, gdzie ja mogę przesunąć te własne granice.

Właśnie jak tak sobie rozmawiam z freediverami, to… to tak chilloucie, na spokojnie, a te rekordy są z przypadku. Znaczy, nie z przypadku, ale przy okazji.

No tak, one jasne, nie są, nie są z przypadku, dlatego że gdzieś każdy z nas ma pojęcie, ile nam się udało wypracować, tak? Ale myślę, że taką właśnie główną motywacją w tym sporcie powinno być badanie samego siebie, a nie właśnie porównywanie się z kimkolwiek, bo… no, nie wiem. Nigdy, nigdy nie miałam takiej mentalności, ale wydaje mi się, że… no, że to może przeszkadzać trochę, że to do niczego nie prowadzi. Szczególnie właśnie w tym sporcie, gdzie należy się uspokoić i wyłączyć trochę to myślenie.

Oj, tak. No, właśnie widziałem przed zawodami, że to, to jedyne zawody, na których sportowcy przed zawodami po prostu śpią i chillują.

Tak, tak jest, haha.

Tak wygląda rozgrzewka. 

Yhm.

A podobnie już właśnie wygląda na takich prawdziwych zawodach? Że po prostu sobie chillujesz, śpisz i potem cię wrzucają do wody?

Tak, tak, tak. No, sami się musimy wrzucić, ale… ale tak, jak najbardziej. Ja powiem ci, że właśnie w zeszłym roku, na moich pierwszych i do tej pory jedynych mistrzostwach świata, w których brałam udział, w Turcji w Kaş. Ja byłam tak niesamowicie zestresowana, że ja mam taką swoją mantrę freedivingową, taki utwór, którego ja słucham, loopuję go i czasem właśnie przez dwie godziny potrafię go słuchać i kładę się i tylko, i czasem nawet zasypiam i on sobie tam gdzieś leci i już jakby wydaje mi się, że nawet moje ciało się przyzwyczaiło, że „o kurczę, słyszę tą muzykę, zaraz będę nurkować”, haha. Także… także tak, ja tak robię, właśnie gdzieś tam się kładę, na tej łodzi czy platformie i tylko słucham tej mojej mantry i staram się opanować ten stres, bo w moim przypadku jest okropny, haha.

No, ja też się powoli przymierzam do tego freedivingu i też martwię się, że tutaj będzie jakiś stres, blokady.

No, może tak być, ale myślę, że to jest fajne pole do właśnie popracowania nad tą sferą.

No właśnie, bo wcześniej nurkowałaś sprzętowo. Korci cię do wzięcia butli czy już nie?

Niespecjalnie. Chyba że, chyba że dotyczyłoby to nurkowania jakiegoś miejsca, które po prostu nie będzie dostępne dla mnie ze względu na albo jakieś strachy, albo na głębokość, albo konieczność posiedzenia pod tą wodą długo. Tak, jak na przykład właśnie nurkowanie wrakowe. 

No tak. Chociaż widziałem w Internecie freediverkę, która zwiedza sobie wraki tak po prostu.

No… Ja na razie nie jestem jeszcze na tyle odważna, ale zobaczymy, haha.

Dasz radę. Ile ci zajęła tak naprawdę ta cała kariera freediverska?

Ja zaczęłam w lutym dwudziestego pierwszego roku, więc nurkuję trochę ponad, no, powiedzmy dwa i pół roku w tym momencie, ale tak naprawdę tak na serio, na serio wzięłam się za siebie w maju zeszłego roku. To był właśnie ten moment, kiedy powiedziałam „Chcę wziąć udział w zawodach i chcę po prostu spróbować, czy uda mi się rozluźnić, zanurkować głębiej, zaufać sobie.”, więc tak, tak naprawdę, powiedzmy, cisnę mocno z treningami trochę ponad rok. Tak, ale… ale no, nie będę ukrywać, że tutaj to jest kwestia po prostu, która wzięła się z nieba, to po prostu naprawdę kosztowało… jakby to było, to była bardzo ciężka praca, wiele treningów, wstawanie bardzo wcześnie rano i siedzenie w wodzie godzinami. No.

Ale są tego efekty, nie?

Są tego efekty, tak.

To ja mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej i może ta bariera stu metrów zostanie przez ciebie pokonana.

Kto wie? Haha.

Chociaż to tylko dwadzieścia, haha.

Tylko dwadzieścia. No, właśnie te dwadzieścia, im głębiej jesteśmy, tym każdy metr staje się trudniejszy, także…

Coś tam na fizyce było, nie?

Tak jest, haha.

Ale mówię, no ja trzymam kciuki. Pewnie nie tylko ja, wszyscy słuchacze również, którzy namawiali mnie, żeby z tobą porozmawiać.

Dziękuję bardzo.

Także naprawdę, trzymamy kciuki za kolejne rekordy i za inne nasze freediverki i freediverów.

Tak jest, tak jest.

Fajna z was ekipa naprawdę.

Dziękuję. I zapraszamy do powiększania jej.

Super. Dzięki, do usłyszenia, do zobaczenia.

Dzięki.