Kiedy ranne wstają zorze, Tobie butla Tobie morze. Ledwie oczy przetrzeć zdołam już do mego instruktora wołam. To co dziś zwiedzimy na tym safari? Na pytanie czym jest safari nurkowe, jak się do niego przygotować i co tam zwiedzimy odpowie Piotr Stós. Organizator wypraw Nautica Safari oraz gospodarz bazy nurkowej Nautica Vis. Entuzjasta małych zwierzątek, oraz nurkowania sidemount. Zapraszamy.

Obejrzyj odcinek

Przeczytaj podcast o Safari nurkowym w Egipcie

Cześć!

Cześć.

Powiedz mi, gdzie ostatnio nurkowałeś.

Ostatnio nurkowałem w Tajlandii, na Richelieu Rock.

Czyli kawał drogi stąd.

Kawał drogi.

I jak? Fajnie, ciepło, przyjemnie? Woda super pewnie?

Ciepło, przyjemnie, woda super.

Rybki, zwierzątka?

Czy my byliśmy na jednym wyjeździe?

Nie.

Tak, wszystko w porządku, wszystko tak, jak miało być.

Słuchaj, jesteśmy tutaj, żeby porozmawiać sobie o safari. Safari nurkowym. Dla osób, które nie wiedzą, z czym to się kojarzy – bo safari kojarzy się z wyjazdem do Afryki.

Na lwy.

O co chodzi w safari nurkowym?

Dokładnie, na lwy do Afryki. Pytanie, czy tak samo jest z safari pod wodą? Idziemy pod wodę polować na lwy morskie? O co chodzi w safari nurkowym?

Nazwa chyba faktycznie odnosi się do tego, że jest to pobyt w dziczy – w tym wypadku w dziczy podwodnej. Zapewnia to łódź safari, którą się wypływa na tydzień, na 6 dni, i bez zawijania do portu nurkuje się w różnych miejscach, które najczęściej nie są osiągalne w trakcie dziennych wypłynięć. Stąd możliwość dotarcia do miejsc, które są bardziej dzikie.

Czyli safari to jest wyjazd na około tydzień na morze.

Tak, zdecydowanie tak. Nie przypominam sobie informacji o safari, które się odbywają na jeziorach, w związku z tym dokładnie tak jest.

To teraz pytanie, bo to jest dłuższy wyjazd, czy w takim razie osoby nienurkujące, jadące jako osoby towarzyszące, mają co robić na takim wyjeździe? Bo ja to tak sobie wyobrażam, że jedziemy gdzieś tam do Egiptu, osoby nienurkujące sobie zwiedzają sfinksy, piramidy, muzea itd., a my sobie nurkujemy gdzieś tam z brzegu. Ale teraz jesteśmy na morzu przez tydzień…

Mamy doświadczenia z innych wyjazdów czy imprez nurkowych innego typu i ostatnio szczególnie tych osób nienurkujących na safari zaczęło być troszeczkę więcej i moje wrażenie jest następujące: paradoksalnie osoba nienurkująca spędzi ze swoim towarzyszem, towarzyszką więcej czasu na safari niż podczas imprez stacjonarnych. gdzie z reguły osoba nienurkująca zostaje w hotelu albo coś zwiedza, jeżeli jest to możliwe, albo idzie na plażę, a osoba nurkująca na ponad pół dnia znika. Tutaj układ jest następujący: je się wspólnie posiłki, jest się wspólnie na łodzi, w zasadzie w jednym miejscu, w formie skoszarowanej i zawodnik czy zawodniczka znikają na godzinę pod wodą trzy, cztery razy w ciągu dnia, a przez pozostałą część dnia jest się razem.

Nie dochodzi do kłótni?

Nie. Jest na tyle dużo miejsca, że się można gdzieś tam zaszyć.

O jachtach i łodziach na kursach nurkowych

Czyli te łódki nie są takie mazurskie jachciki…

To są duże łódki. Obecnie taki standard to 38–42 metry, średnio do 9 metrów szerokości. To są duże jednostki, z dużą dzielnością morską.

Czyli zupełnie inaczej trzeba to sobie wyobrazić, to nie są małe, ciasne jachciki.

One są duże, i konstrukcje z ostatnich 15 lat to są łodzie stalowe, więc się też bardzo dobrze zachowują na morzu. Mam na myśli to, że bujają się w sposób przyjazny dla pasażerów, nawet tych, którzy deklarują, że nie czują się super na rozhuśtanej łajbie. Faktycznie nie jest to łupinka, która gdzieś tam podskakuje, tylko to są łodzie, które pozwalają komfortowo przeżyć ten tydzień na morzu.

Jest zapewne też klimatyzacja?

Tak. Można powiedzieć, że to jest taki przyzwoity motel pływający po morzu, połączony z bazą nurkową.

Czyli tak naprawdę wyjazdy rodzinne dla osób nurkujących i nienurkujących?

Tak, może trudno pojechać całą rodziną, szczególnie jeśli są młodsze dzieciaki, bo jednak…

Rozniosą tę łódkę.

Tak, to byłoby może jeszcze najmniejszym problemem, ale jednak ta łódka czasami się kołysze. Wydaje mi się, że granicą jest ten wiek 10–12 lat, kiedy faktycznie zaczyna się nurkować – wtedy można myśleć o nurkowych wczasach rodzinnych. Zresztą raz, dwa razy do roku robimy takie safari rodzinne. Wtedy się troszkę mniej pływa, pływa się bliżej, chowa się pomiędzy rafami, żeby nie było zbyt dużo akcji na otwartym morzu i dostosowuje się nurkowania głębokością do tego, żeby młodsi nurkowie też mogli sobie ponurkować. 

Albo jakiś tam snorkeling uprawiać.

Snorkeling, ciągnięcie na oponie za motorówką.

O, to jest fajne.

Tak, takie miłe akcenty życia nurkowego.

Jak wygląda dzień z punktu widzenia nurka na takiej łajbie?

A nurek lubi pospać, czy nie lubi?

O! Są nurki, co lubią i co nie lubią.

To od którego zaczynamy?

Od tego, co nie lubi pospać, bo to ja.

Ten, który nie lubi pospać, ma świetnie. Ma wręcz idealnie, bo o 5.30 się puka do drzwi i mówi: „Pobudka”. I to jest takie 15–20 minut, żeby się pozbierać, zrobić sobie kawę albo herbatę i przygotować się do porannego briefingu. Potem jest krótkie omówienie tego, co się będzie działo pod wodą, wskakujemy do wody, a potem jest śniadanie.

W wodzie.

Zdecydowanie nie. Przy stole, w salonie restauracyjnym serwowany jest bufet. Potem jest przerwa służąca napełnieniu butli i potem kolejny briefing, łódź najczęściej zmienia swoje położenie, i następny briefing, i znowu wchodzi się do wody, potem jest lunch, kolejna przerwa na opalanie, na odpoczynek, na prowadzenie ewentualnie jakichś zajęć dydaktycznych i ponownie wchodzi się do wody na nurkowanie numer trzy, które najczęściej odbywa się w tym miejscu, w którym będzie również nurkowanie nocne – jeżeli trasa dopuszcza nurkowania nocne, bo nie dzieje się to na każdej trasie. Potem robi się to czwarte nurkowanie, najczęściej właśnie w tym samym miejscu, gdzie było nurkowanie trzecie, a później nadchodzi czas na kolację i nocne Polaków rozmowy. 

Które kończą się o trzeciej, czwartej…

Kończą się o bardzo przyzwoitej porze, tak żeby o 5.30 znowu być w formie.

Czyli intensywnie tak naprawdę.

Często mówimy, że dobrze jest planować safari tak, żeby potem sobie zorganizować dodatkowy dzień lub dwa wolnego, żeby odpocząć po safari. Ale, i to jest bardzo ważne, ten czas spędzony na safari, jeżeli komuś chodzi o to, żeby się oderwać od swoich codziennych obowiązków, odkleić od telefonu komórkowego, bo też najczęściej na tych trasach są takie 2–3 dni, kiedy zasięg jest słaby, albo kiedy w ogóle go nie ma, przez to zagęszczenie programu nurkowego to doskonała okazja do tego, żeby przestać myśleć o codziennych obowiązkach.

Nawet nie ma na to czasu tak naprawdę.

Nie ma, kompletnie.

Ilu nie wstaje na tą 5.30? Czy jest możliwość przeskoczenia tego pierwszego nurkowania?

Nie, no w końcu ludzie zapłacili za swoje wakacje, więc nie wyciągamy surowych konsekwencji. Frekwencja jest dobra, powiedziałbym, że ok. 80% składu to jest pewnie taka średnia z tygodnia.

Całkiem przyzwoicie.

Zwłaszcza że te poranne nurkowania to jest często okazja zobaczenia dużych zwierzaków w akcji, czyli na tych rafach, które są wysunięte na głęboką wodę. To jest właśnie czas na oglądanie rekinów, czy ławic karanksów, jakichś większych zwierząt, które polują w tej porze dnia. Jest też dobre światło fotograficzne, więc fotografów też najczęściej ciągnie.

Czyli nawet warto wstać.

Tak, zawsze.

Nocne nurkowanie

A na nocnych nurkowaniach?

Na nocnych nurkowaniach jest dokładnie tak samo, tzn. też wszystkich ciągnie, bo też można zobaczyć dużo organizmów, których z kolei w ciągu dnia nie widać, bo albo śpią, albo są aktywne na tyle, że nie dają do siebie podejść bliżej, a w nocy się układają na spoczynek i można je obejrzeć z bliska z niewielkiej odległości. 

Dla fotografów to jest okazja do zrobienia zdjęć nieosiągalnych w ciągu dnia i też takich innych zupełnie, bo to jest najczęściej makro fotografia albo fotografia zbliżeniowa. I to są też nurkowania cieszące się popularnością, ale powiedziałbym, że tu frekwencja jest mniejsza niż na tych porannych, paradoksalnie. To wynika troszeczkę z tego, że już z reguły jesteśmy po trzech nurkowaniach, więc część osób jest troszeczkę zmęczona i czasami uczestnicy zaspokajają swoją ciekawość dotyczącą nocnych nurkowań przez pierwszy dzień czy dwa, a później już po prostu czekają na powrót reszty ekipy, już się zaczynają integrować przed kolacją, co też jest miłe oczywiście.

A jak wygląda takie nurkowanie, jeśli pogoda się psuje? Zmieniacie jachtem miejsce?

Jest bardzo różnie. To w dużej mierze zależy od rejonu, w którym jesteśmy. To, co na pewno różni te nurkowania, to dużo bardziej wnikliwy briefing, tzn. wtedy poświęca się bardzo dużo uwagi organizacji nurkowania, wejściu na pontony, jeżeli się zaczyna nurkowanie z pontonu, wyjściu z wody, ustawia się plan A, plan B, w zależności od tego, jak będzie się układał prąd pod wodą. Najczęściej też któryś z przewodników płynie, żeby rozpoznać warunki w miejscu zrzutu, i do tego się dopasowuje cały plan nurkowania. I one są takie bardziej zachowawcze, bo warunki są trudniejsze.

No wiadomo, i prądy, i zafalowanie, wiatr, pogoda.

Tak. Największym kłopotem paradoksalnie jest wiatr i fala, dokładnie przybój, bo wynurzenie po nurkowaniu następuje z reguły gdzieś przy koronie rafy, i w momencie, kiedy wynurzamy się od strony nawietrznej, trzeba zachować odpowiedni dystans do rafy i odpowiednią czujność przy wchodzeniu na ponton, na zodiak, bo początki i końcówki nurkowania zazwyczaj wymagają najwięcej uwagi.

No tak, po nurkowaniu jesteśmy zmęczeni, to jeszcze nas fala rzuci…

Tak, ale to też jest właśnie wynikiem tego, że sześć osób musi wejść na ponton, tam jest jeden człowiek, który to odbiera, ponton się ustawia bokiem do wiatru, szybciej znosi go wiatr. Jest sporo takich niuansów, które ludzie muszą rozumieć, i na to się poświęca dużą część briefingu, żeby towarzystwo było przygotowane. Zresztą to jest kwestia pierwszych dwóch dni, żeby się z tą logistyką pontonową troszeczkę otrzaskać – mówię o tych, którzy są pierwszy raz, a potem z reguły ludzie już sobie bardzo fajnie z tym radzą.

Czyli na briefingu uważać i słuchać, to nie jest takie pitu pitu.

O! Zdecydowanie. Briefingi są bardzo mało pitu pitu. One powinny być oczywiście tam, gdzie mogą, z przymrużeniem oka, ale jest taka zasada: Nie ma cię na briefingu – nie nurkujesz.

Super.

Bo czasami te informacje są kluczowe do tego, żeby bezpiecznie planować nurkowanie.

A zdarzyło się tak, że musieliście zmienić miejsce nurkowania, bo przyszła zła pogoda?

Tak, ale to nie jest zmiana już po zakotwiczeniu, tylko najczęściej decyzja o tym, że zmieniamy lokalizację, następuje na etapie dopłynięcia do rafy, czy dopłynięcia do wraku, czy właśnie rezygnacji z cumowania na wraku na konto jakiejś rafy, i tu jest już ocena kapitana bardziej niż osób prowadzących nurkowanie.

Czyli trzeba też wiedzieć o tym, że to, że zaplanowaliśmy sobie takie nurkowania, może się zmienić.

Oczywiście.

Jak w rejsach morskich.

Oczywiście, to po prostu jak w każdej działalności morskiej, to my musimy się dopasować do pogody, rzadko udaje się w drugą stronę.

I żeby nie było tak, że zapłaciłem, to poproszę.

Większość ludzi to rozumie. Tym, którzy nie rozumieją, z reguły brakuje troszeczkę pokory. Zazwyczaj też przekonują się na własnej skórze, że gdzieś tam się ocierają o takie warunki, które wyczerpują ich umiejętności, potem już akceptują decyzje osób starszych stażem.

W takim razie, co zabrać na safari nurkowe? Własny sprzęt?

Z mojej perspektywy – aparat fotograficzny – koniecznie.

I lampy pewnie.

Najlepiej lampy, komplet obiektywów, co w zasadzie wyczerpuje dopuszczalny limit bagażu. Ale to oczywiście taka prywatna perspektywa fotografa podwodnego. Powiem Wam, jak to działa statystycznie. To jest najczęściej tak, że ludzie biorą swój sprzęt, 98–99% osób zabiera swój sprzęt nurkowy, ponieważ limity bagażowe pozwalają na zabranie ze sobą wszystkiego. Oczywiście na miejscu są butle i balast, ale ludzie zabierają swoje skafandry, swoje jackety, swoje automaty, latarki, i można przyjąć, że to jest standard.

Sprzętu zapasowego nie ma sensu zabierać, ponieważ kompetentni organizatorzy mają sprzęt zapasowy. Im firma jest bardziej zaprawiona w bojach i ma więcej doświadczenia, tym ma tego sprzętu więcej, ponieważ byłoby bardzo fajnie pomoc komuś, kto ma rozległą awarię sprzętową, albo zwiało mu skafander, albo zepsuł mu się zamek w skafandrze.

No tak, a na brzegu będziemy dopiero za pięć dni.

Tak, więc my np. mamy praktycznie całą rozmiarówkę w piankach, zapasowe płetwy, zapasowe maski, automaty, komputery. Gdybym miał wskazywać na awarie sprzętowe, to uczestnicy najczęściej zapominają wymienić baterię w komputerze nurkowym. I klasykiem jest to, że po dwóch dniach jest jakiś taki kataklizm komputerów nurkowych, więc fajnie, jak tych komputerów jest więcej. Kiedy jeżdżą grupy, rodziny, grupy przyjaciół, centra nurkowe, to bardzo często wewnątrz tych grup problem potrafi być rozwiązany, a my zawsze służymy jakimś supportem z zewnątrz.

Co zabrać na safari nurkowe?

A na takie safari lepiej zabrać piankę czy suchy skafander?

To wszystko zależy od pory roku. Powiem Wam, jak ja do tego podchodzę. Od grudnia do marca nurkuję w suchym skafandrze, albo przynajmniej jest to mój główny osprzęt, i to nie jest związane z temperaturą wody, ale z wiatrem, który najczęściej w tym okresie od grudnia do połowy lub końca marca, i to szczególnie przy tych trasach północnych, doskwiera po wyjściu na powierzchnię. Jeżeli robimy jedno nurkowanie czy dwa, to z reguły pewnie byłoby do przeskoczenia. Po trzecim dniu człowiek zaczyna z niechęcią myśleć o tym, jak się będzie czuł po wyjściu z wody. Więc jeżeli dla kogoś suchy skafander jest tutaj w kraju standardowym wyposażeniem, rekomendujemy suchy skafander. Pod spód idzie bielizna przeciwpotna, albo jakiś polarowy ciuszek, i jest wszystko super. Oczywiście bardzo dużo zależy od tego, jak ktoś marznie z natury, i czasami widzimy w grudniu chłopaków, najczęściej takich trochę lepiej zaizolowanych, którzy nurkują np. z gołą głową, w szortach, i czują się świetnie. Ale to jest raczej ewenement niż reguła.

Dla mnie standard.

No tak właśnie myślałem… Trzeba dbać o siebie termicznie, bo tutaj dochodzi do kumulacji takiego wychłodzenia, które z nurkowania na nurkowanie się pogłębia, i czasami kończy się to jakimiś awariami zdrowotnymi gdzieś w trzecim, czwartym lub piątym dniu. Dlatego też dobrze jest zabrać ze sobą jakieś leki, bo my mamy oczywiście ze sobą apteczki, ale nie prowadzimy regularnej apteki, więc od trzeciego dnia często zaczynają iść w ruch Gripeksy, Aspiryny, Ibupromy Zatoki, i inne lekarstwa.

Mówisz o sezonie zimowym, tak? A czy safari odbywa się również w sezonie letnim?

Rynek safari nurkowych ma tzw. low seasonhigh season, których granice się oczywiście trochę rozmywają i zacierają, ale ten high season jest dosyć wyraźnie zaznaczony. To jest okres od września do końca listopada, a nawet do połowy grudnia. Znajduje to pewne odzwierciedlenie w cenach wynajmu łódek oraz dostępności miejsc, bo to są najchętniej kupowane terminy. Dlaczego? Dlatego że nie ma już wściekłych upałów, za to woda jest przyjemnie nagrzana i są to stosunkowo bezwietrzne miesiące, więc faktycznie jest bardzo, bardzo przyjemnie.

Okres od marca do czerwca, to jest sezon nadal bardzo dobry, troszeczkę niższy, ale bardzo dobry. Woda już się nagrzewa, mamy do czynienia z wiosennymi obrazami, czyli jest duży ruch w wodzie, można obserwować różne zachowania rozrodcze organizmów wodnych, jest bardzo dobrze pod wodą, i też nie jest zbyt gorąco na zewnątrz.

Pozostałe części roku charakteryzują się, jak na warunki egipskie, skrajnymi temperaturami, tzn. w lecie jest bardzo gorąco i lipiec, sierpień są miesiącami dla tych, którzy lubią piekło, a sezon zimowy jest z kolei dla tych, którzy zrobią wszystko, żeby nie być w tym czasie chociażby przez tydzień w Polsce i żeby złapać trochę słońca, bo faktycznie jest ciepło, tylko z reguły bywa dosyć wietrznie. Nam się zdarzają i styczniowe i lutowe safari, ale z reguły kończymy sezon safari sylwestrowym, gdzie można powiedzieć, jest jeszcze ciepła egipska zima.

Słyszałem, że w Egipcie uczą nawet nurkowania pod lodem w tych miesiącach zimnych.

Ale to tam, gdzie się serwuje drinki z lodem – tylko w tych resortach.

Gdzie wybrać się na safari nurkowe poza Egiptem?

Mówimy o Egipcie. Czy poza Egiptem są jeszcze jakieś miejsca, w które warto się wybrać?

Nam, polskim nurkom, safari kojarzy się najczęściej z Egiptem, bo też w ogóle nurkowania w ciepłych wodach kojarzą nam się przede wszystkim z Egiptem i potem dopiero z tymi dalszymi destynacjami. Ale to jest po prostu jedna z form organizacji nurkowania na otwartej wodzie, na morzu czy na oceanie, i wiele miejsc jest osiągalnych tylko w formie safari czy liveaboard, takiego wypłynięcia łodzią na parę dni. My teraz np. byliśmy na wyprawie nurkowej w Tajlandii i to safari z Similanów i Surinu trwało przez cztery dni. Po prostu tak wygląda program, to jest czterodniowe safari. Wyjazdy, rejsy pomiędzy Bali a Komodo, rejsy na Socorro, niektóre wyjazdy na Raja Ampat w Indonezji – to są imprezy organizowane najczęściej w formie safari.

Czyli mamy tego więcej, nie tylko Egipt.

Absolutnie tak.

Czy takie wyjazdy safari są robione tematycznie? Np. safari tylko dla fotografów, safari tylko wrakowe, ekosafari itd., czy to jest mieszanina?

To jest bardzo dobre pytanie. Chciałbym powiedzieć, że tak, i pewnie na międzynarodowych, dojrzałych rynkach nurkowych, gdzie się zbiera towarzystwo z różnych krajów, to jest pewnie możliwe. W naszej praktyce nigdy nie zebraliśmy np. całej łódki fotografów, bo…

Bo nie uniosłaby tego sprzętu.

Tak, bo przede wszystkim łódka by tego nie uniosła, nikt by nie ubezpieczył takiej łódki, ale tak poważnie, najczęściej wymogi towarzyskie są takie, że z tymi fotografami jedzie ekipa ich przyjaciół niefotografujących, jadą różni znajomi, krewni, znajomi królika, i po prostu w pewnym momencie kończą się miejsca i to są takie mieszane składy. I dobrze, bo prócz tego, że się fotografuje przyrodę, to fajnie sfotografować jakiegoś nurka. Fajnie jeżeli ludzie mają przed sobą jakichś modeli, partnerów nurkowych, którzy na nich zwrócą też przyjazne oko podczas nurkowań, bo fotograf podwodny bez względu na kwalifikacje to taki trochę nurek specjalnej troski. Tzn. fajnie, jeżeli ma jakąś bratnią duszę, która podsuwa mu się przed obiektyw, podsuwa mu kolejne tematy przyrodnicze. Chociaż podkreślam, że najczęściej to są bardzo doświadczeni, bardzo wykwalifikowani, dobrzy nurkowie.

Tak sobie teraz myślę, czy na takim safari nurkowym zdarzały się osoby freediverskie? Czy tylko scuba?

Zdarzały się, ale myślę, że to jest jeszcze przed nami. To dopiero nastąpi, że tych osób będzie więcej, bo w tym momencie Polska generuje większą liczbę wyedukowanych freedivingowych osób.

Zgadza się.

Deepspot jest tutaj kuźnią freediverską, więc myślę, że to przed nami. My na razie mamy takie trzy grupy odbiorców, tzn. faktycznie fotografów, zorganizowaliśmy kilka wypraw eko, próbując zainteresować nimi osoby z inklinacjami przyrodniczymi, i te safari rodzinne, które pozwalają troszeczkę w ogóle zmienić koncepcję wyjazdu, z takiej bardzo intensywnie nurkowej na bardziej zabawową i szkoleniową, bo jest też okazja do poprowadzenia kursów nurkowania od zera.

To, co nazywamy safari wrakowym, bardziej dotyczy trasy niż grupy ludzi, którzy są na tym safari, ponieważ oprócz absolutnie zadeklarowanych miłośników wraków, którzy mogą nurkować w każdym miejscu, pod warunkiem, że jest tam jakiś wrak, to jeszcze są tam tacy zwykli nurkowie, którzy mogą zanurkować na wraku albo gdzieś obok na rafie i tutaj są bardziej mieszane składy. Ale faktycznie nazywa się to safari wrakowym, bo 3/4 miejsc nurkowych to są wraki.

Wraki zawsze mi się kojarzą z dużą głębokością.

Najpłytsze wraki w Egipcie sięgają powierzchni, są takie wraki, na południu. One nie są zbyt duże. Z reguły te wraki rekreacyjne, na których nurkujemy, zaczynają się na głębokości kilkunastu metrów, a kończą na 30–35 metrach. Ale są też głębsze, takie jak Rosalie Moller, gdzie jest 33–34 metry na pokładzie i głębiej do 55 metrów przy dnie. Ale najczęściej odwiedzane egipskie wraki są w przedziale 15–40 metrów. Na Brothersach jeden wrak jest troszkę głębszy, ale do zobaczenia dla każdego.

Kursy nurkowania a safari nurkowe

To jest właśnie moje kolejne pytanie: czy warto, żeby ktoś, kto ma podstawowy kurs z nurkowania, ten pierwszy, jakiś OWD, SPADI, wybrał się na safari? Czy jednak większość nurkowań będzie dla niego niedostępna? Bo w PADI mamy powiedzmy te 18 metrów limitu.

W prawie każdej organizacji rekreacyjnej ten pierwszy stopień sięga uprawnieniami do 18–20 metrów. I safari wrakowe nie jest idealnym miejscem, które można tak defaultowo komuś zarekomendować: „Tak, masz OWD, możesz jechać na safari”, ale znowu tutaj jest trochę takich miękkich obszarów, bo bardzo dużo zależy od tego, ile ta osoba ma nurkowań, jakie ma doświadczenie nurkowe.

Dosyć często na safari inne środowiska nurkowe prowadzą kurs podnoszący uprawnienia do poziomu Advance’a albo do poziomu Deepa, więc osoba, która jest odnurkowana, dla której to nie są pierwsze nurkowania po kursie, absolutnie może jechać na takie safari, chociaż powinna skonsultować z organizatorem, jakiego to jest typu safari, jakie będą najczęściej odwiedzane głębokości. Np. na Brothersach, na Rocky Island, na Dedalusie, to są z reguły głębokie nurkowania. Tam praktycznie każde nurkowanie, a przynajmniej dwa dziennie, to są nurkowania w przedziale 30–40 metrów. Więc jeżeli jest pojedyncza osoba z niższymi uprawnieniami, to stwarza spore wyzwanie logistyczne, co z taką sobą zrobić, kogo przydzielić jej do opieki jako partnera. Więc trzeba się dopytać o to, żeby się nie wybrać w miejsce, które jest nieadekwatne do naszych umiejętności.

Albo siedzieć na pokładzie.

No nie, bo to też nie o to chodzi, jeżeli ktoś płaci około 1 tys. euro za imprezę, to po prostu nie po to, żeby siedzieć na pokładzie i potem porozmawiać z przyjaciółmi czy było fajnie, czy nie.

Czyli mówisz, że na safari można jeszcze sobie podbić kwalifikacje, prowadzicie kursy?

Tak, z tym że trzeba to tego podejść zdroworozsądkowo. Program jest na tyle napakowany nurkowaniami, briefingami, posiłkami, przepłynięciami, podczas których niewygodnie prowadzi się wykłady, bo to jest męczące, pracuje silnik, jest głośno, więc jeżeli to jest kwestia pojedynczego kursu, i są to dosłownie trzy takie kursy, które się najczęściej robi, to jest właśnie Advanced Adventurer czy Advance, Deep i Nitrox. To są takie trzy kursy, które są najczęściej wplatane w program nurkowy na safari, i one są od udźwignięcia. Wszystkie pozostałe raczej nie. No może jeszcze kurs czy warsztaty fotografii podwodnej.

Ale spawacza podwodnego sobie nie zrobię.

Spawacza podwodnego sobie raczej nie zrobisz.

Ile kosztuje safari nurkowe?

Jaka jest cena takiego safari? O jakich kwotach mówimy?

Ta cena jest najczęściej prezentowana jako suma trzech składników. Przelot, którego cena waha się między 1550 a 1750 zł, trasa i łódź, której cena oscyluje w granicach 1 tys. euro, +/- 100 euro.

Za osobę?

Za osobę.

I tyle samo osoba nienurkująca?

Niestety nominalnie tyle samo osoba nienurkująca, a jeżeli mniej, to jest to już kwestia uzgodnień z organizatorem, bo on oczywiście może obniżyć cenę, ale to nie wynika z tego, że się z czegoś nie korzysta, bo ta osoba zajmuje miejsce innego uczestnika nurkującego.

Nie korzysta tylko z butli tak naprawdę.

My w Nautice nie prezentujemy cen dla osób nurkujących i nienurkujących, tylko jeżeli taka osoba się pojawia, to w zależności od sytuacji, od wypełnienia, po prostu proponujemy jakąś cenę odpowiednio obniżoną.

I w tej cenie mam wszystko, tak?

Nie, wszystkiego nie masz. Nie wiem, co miałeś na myśli, ale wszystkiego nie masz.

Drinki.

Soft drinki. W tej cenie, bo mówiłem o trzech składnikach, wymieniłem dwa. Jest jeszcze jeden składnik cenotwórczy, to są wszystkie dopłaty na miejscu. To są dopłaty za takie elementy, jak większa butla, czyli za piętnastkę, tak ją nazywamy, za nitrox, napiwek dla załogi, czasami jakaś opłata portowa, w zależności od tego, gdzie ląduje łódź, opłata eko, którą pobiera rząd egipski. To jest pakiet parędziesięciu do 100 euro, w zależności od tego, z czego korzystamy i jaka jest trasa, jakie są takie uwarunkowania administracyjne.

Ale w tej cenie podstawowej mamy nocleg, wyżywienie, łódkę.

Oczywiście, tak. Mammy transfery z lotniska, mamy zakwaterowanie, wyżywienie na łodzi, na które składają się trzy posiłki plus przekąska w środku dnia pomiędzy lunchem a kolacją, plus kawa, herbata, napoje gazowane. Jak słusznie zauważyłeś, czy też, jak doszliśmy do tego wspólnie, drinków nie ma. Jest tylko dodatek do drinka.

Jak już przylecimy sobie do Egiptu, wsiadamy w bus transferowy i od razu montujemy się na pokładzie?

Tak. Najczęściej organizacja transferów wygląda tak, że staramy się to tak poukładać, żeby łódź wypływała z miejscowości, do której przylatuje samolot, albo w najbliższym sąsiedztwie, ale nie zawsze się tak da zrobić, bo część tras to nie jest pętla, która zaczyna się i kończy w tym samym punkcie, tylko to jest rejs wzdłuż brzegu i czasami jest tak, że któryś z tych transferów jest dłuższy. Czyli np. zaczynamy w Hurgadzie, ale kończymy w Marsa Alam, czy w Port Ghalib. Wtedy powrót do Hurgady, skąd mamy lot powrotny, wymaga takiego trwającego między trzy i pół a pięć godzin transferu powrotnego. To zależy o trasy, od tego, dokąd lecimy i gdzie zaczyna się i kończy trasa safari.

Ale faktycznie z lotniska dojeżdżamy na łódź, wprowadzamy się, goście są rozprowadzani po kabinach i następuje szereg briefingów, które wprowadzają szczególnie te osoby, które są pierwszy raz na takiej imprezie, w cały przebieg tygodnia i objaśniają, jak się zachowywać na łodzi.

Dokładnie, bezpieczeństwo na pokładzie, tratwy ratunkowe, koła ratunkowe, pewnie wszystko…

Oczywiście, tak. Harmonogram dnia, sygnalizacja, ramowy tygodniowy plan nurkowań, procedury wejścia do wody, wyjścia na łódkę. Dla niektórych osób są to pierwsze nurkowania z łodzi, albo z tak dużej łodzi, albo pierwsze nurkowania z pontonów, więc pierwszy dzień, kiedy wypływamy na morze, faktycznie zawiera dużo wprowadzających elementów, omówień. I zawsze wypływamy dzień po przylocie. Nigdy nie jest tak, że przylatuje się i tego samego dnia po południu się wypływa. Chyba że przylatujesz w nocy, to wtedy rano wypływasz tego samego dnia, bo te przeloty są rozsiane, miewamy rozrzut paru czy nawet parunastu godzin.

Plus ewentualne opóźnienia.

Plus ewentualne opóźnienia, chociaż mimo tego, że to są czartery, to się zdarza rzadko.

Czy jak już zaczynamy – wypływamy? Czy pierwszy nurek jest taki rozgrzewkowy?

Nie nie, z reguły to jest od razu wrak…

Od razu 40 metrów.

40 metrów i penetracja wraku.

Tak myślałem.

Ale dobrze prowadzi cię intuicja, że to jest płytkie nurkowanie. Przy czym to płytkie nurkowanie w warunkach egipskich to zawsze jest paręnaście metrów. Łodzie tej wielkości nie mogą zacumować przy plaży, więc zawsze…

Tzn. mogą, ale raz.

Tak, to mogą nawet bardzo blisko rafy zacumować, ale masz rację, tylko raz. Więc to są płytkie nurkowania, ale z reguły pod łódką jest najczęściej między siedem a dwanaście metrów. I te nurkowania są poprowadzone bardzo powoli, bardzo uważnie, tak żeby osobom, które miały np. roczną czy dwuletnią przerwę, bo to bardzo różnie bywa, żeby też dać możliwość takiego spokojnego wejścia znowu w rytm nurkowy.

Sprawdza się ilość balastu, sprawdza się cały sprzęt, tak żeby kolejne nurkowania mogły już iść płynnie. Kolejne nurkowanie testowe robi się też z pontonu, żeby przećwiczyć procedury wejścia na ponton, wyjścia do wody z pontonu z wyskoku, i potem wszystko w drugą stronę, wejścia i powrotu na łódkę.

Super, bo znam dużo nurków, którzy nurkują tylko raz do roku na przykład.

Raz do roku i tylko z brzegu.

Tak, i tylko w ciepłych wodach.

To przynajmniej tutaj jest ten punkt styczny, że w ciepłych wodach, to dobrze.

No i właśnie taki rozgrzewkowy nurek to zawsze coś fajnego. Rozumiem, że jacyś instruktorzy są, którzy sprawdzają, co i jak.

Tak. Pływamy na łodziach, które przyjmują od 24 do 30 pasażerów (nurków), więc to są grupy pięcio-, sześcio- , siedmioosobowe – tak się to najczęściej układa. Tyle też mogą pomieścić pontony, które rozwożą ludzi na miejsce rozpoczęcia nurkowania. Więc jest adekwatna do tego liczba przewodników. Z reguły jest dwóch przewodników egipskich i reszta kadry to są polscy instruktorzy i przewodnicy.

I rozumiem, że z takim przewodnikiem do końca sobie?

Na dobre i złe. Najczęściej nie zmieniamy grup, bo są one zazwyczaj dobierane troszkę pod kątem towarzyskim, troszkę pod kątem kwalifikacji, ale też zainteresowań, więc jak już się dobierze grupę, to potem to już tak trwa do końca safari.

Takie pytanie widziałem gdzieś w internecie: kto wybiera przydział w kajutach?

To jest dobre pytanie. Jezu, na jakich stronach ty buszujesz?

Organizuję rejsy morskie i zawsze mnie pytają, z kim będą spali.

Działa to tak, że przez lata szukaliśmy jakiegoś dobrego sposobu, bo wiadomo, że za każdą kabiną idzie jakaś legenda jej przydatności i jej komfortu. Są kabiny bezdyskusyjnie najobszerniejsze, bo nawet jeżeli łódź trzyma ten sam standard wszędzie, to inne możliwości oferuje dziobowa kabina na pokładzie plus jeden, niż dziobowa kabina na pokładzie minus jeden, czyli pod pokładem.

Chociażby ze względu na to, jak odczuwasz ruch łodzi. Więc mamy kabiny sfotografowane, mamy plan łodzi, tak że osoba, która wchodzi na naszą stronę, może się zorientować, jak wyglądają poszczególne kabiny, i stosujemy zasadę pierwszeństwa rezerwacji. Jeżeli ktoś rezerwuje jako pierwszy, to wybiera z całej łódki. Jeżeli rezerwuje jako ostatni, to ląduje tam, gdzie nikt nie chciał, czyli np. ta dziobowa kabina na poziomie plus jeden.

Są osoby, które uważają, ze najlepiej im będzie w górnych kabinach, tam, gdzie mogą wyjść na zewnątrz i poczuć bryzę na twarzy, są tacy, którzy uważają, ze tam się łódka za bardzo porusza, i wolą być np. na śródokręciu na poziomie minus jeden. Poza tym wszędzie jest bliżej wtedy.

Więc to jest tak, że gusta ludzi są absolutnie nieprzewidywalne i pozostawiamy to naszym gościom, ale stosujemy zasadę taką, że wybierasz z tego, co zostało, potem usztywniamy tę listę, i w momencie, kiedy wchodzi się na łódkę, każdy dowiaduje się, w której kabinie mieszka, i z reguły tyle.

Super.

Czasami w ciepłych miesiącach ludzie zabierają też lekkie śpiwory i wędrują potem na sun deck, czy też na moon deck bardziej, i tam zakładane jest takie obozowisko pod gwiazdami, to jest też bardzo fajne i część ludzi od razu deklaruje, że nie będą spali w żadnej kabinie, tylko to będzie taka duża szafa, z której będą korzystali.

Wyżywienie na jachcie

Zgadza się. Znam to z życia tak naprawdę. Pytanie jeszcze, które też widziałem, jak wygląda wyżywienie na takim jachcie, dokładnie pytanie brzmiało: „Czy mamy zabrać wędki i sobie łowić ryby?”.

Wyżywienie jest przygotowywane przez kucharzy, którzy mają z reguły doświadczenie hotelowe, byli jakimiś szefami kuchni w hotelach, ponieważ łodzie safari oferują lepsze wynagrodzenie, bo trzy najlepiej zarabiające osoby na łodzi to kapitan, pierwszy mechanik i szef kuchni. 

To są ludzie, którzy doskonale gotują. Oczywiście na jednej łodzi będzie ci bardziej smakowało jedzenie, na drugiej mniej, bo to są kwestie gustu i zależy, na kogo trafisz, jeden kucharz może np. troszkę tłuściej gotować, inny troszkę więcej lub mnie solić, ale to są ludzie, którzy doskonale gotują i my czasami nie doceniamy tego, jakie to jest ważne. Bo popatrz, można odwołać albo przesunąć jakieś nurkowanie, np. ze względu na awarię kompresora, powiedzmy, chociaż są dwa kompresory, ale nie odwołasz śniadania. To śniadanie musi być przygotowane, bo ludzie się budzą i są głodni.

Polak głodny jest zły.

Oczywiście. Więc to są naprawdę świetni fachowcy, i oni na tej fali potrafią upichcić doskonały posiłek i kiedy łódka cumuje gdzieś na zawietrznej stronie rafy, ten posiłek jest na umówioną godzinę gotowy. To są posiłki przygotowane z dobrze odmierzonych porcji zabranego jedzenia, więc wszystko jest w zamrażarkach.

Czasami się zdarza, że chłopcy kupują od rybaków gdzieś na otwartej wodzie jakąś świeżą rybę, ale nie można na to liczyć i tego obiecać, bo jeżeli jest na pokładzie 30 osób plus załoga, to trudno zapewnić, że na każdym rejsie spotka się kogoś, kto będzie miał odpowiednią ilość ryb do sprzedania, więc to jest raczej taka miła niespodzianka. A ryby oczywiście są, tylko to jest kupowane w porcie przed rejsem i mrożone. Dobre jedzenie jest. To jest taka fajna mieszanka wersji egipskiej i europejskiej, wegetarianie też znajdują coś dla siebie, tak że absolutnie dla wszystkich.

Nurek – jedzenie – nurek – jedzenie.

Jedz, śpij, nurkuj – to jest taki skrót tygodniowego safari.

Choroba morska na jachcie

Jeszcze pytanko, które zawsze gdzieś tam się przewija, bo morze… Choroba morska. To jest standard?

Tak. Tutaj byłoby nieuczciwie powiedzieć, że nikt nie będzie chorował, bo wspomniałem, że łódka jest duża, ona się dobrze zachowuje na morzu, ale bujanie działa. Jak się mówi – pływasz, więc wiesz – że na każdego się znajduje jakąś długość fali, która zadziała. Czasami po prostu jest tak, że nawet ci bardzo opływani ludzie nie czują się super komfortowo.

Jest takie magiczne lekarstwo, które się nazywa Dramenex, wręcz legendarne. Wszyscy farmaceuci twierdzą, że tam jest dokładnie to samo co w Aviomarinie, tylko oprócz tego jest żółty barwnik, ale może ta nazwa powoduje, że po Dramenexie się dużo mniej choruje niż po Aviomarinie w Egipcie i podobno jako Polacy mamy pierwsze miejsce na pudle w ilości zjadanego Dramanexu na safari.

Teraz już nie żartując, jakbym miał jakoś to puentować, to większość osób, jeżeli ma problemy, to ma je pierwszego i drugiego dnia. Potem problem znika, bo błędnik łaskawie się przyzwyczaja. Czasami się trafia na gorszą pogodę, więc pomiędzy przepłynięciami ludzie kładą się i śpią i to pozwala w miarę dobrze jakoś rozgonić tę chorobę morską. Są też tacy, którzy łykają piguły do końca wyjazdu, jedną czy dwie piguły dziennie, są tacy, którzy nie muszą tego robić, bo się czują dobrze, nie ma tutaj reguły, ale jest to problem wg mnie przejaskrawiony. Bo to w końcu nie są rejsy żeglarskie, my mamy najdłuższe przepłynięcia nocne sześćio-, siedmiogodzinne, śpimy wtedy, albo próbujemy przynajmniej spać, jesteśmy najczęściej w pozycji leżącej, więc też jest to do przeskoczenia, a przez większość dnia po prostu jesteśmy zacumowani od zawietrznej strony rafy i jest spokojnie.

Na chorobę morską pomaga też praca – mi się tak zdarza. Wyjdź na pokład i coś porób, popatrz w horyzont, zajmij się czymś, tylko nie myśl o tym.

Powiem ci, że praca pt.: „Popatrz w horyzont”, to jest świetny pomysł w ogóle, ile za to można dostać?

Nie wiem, to zależy.

Najczęściej jednak ludzie lądują na tych pokładach słonecznych, na materacach, albo w salonie na jakichś poduchach, na dywanie, i jakoś to przechodzi.

Obserwacja, bocianie gniazdo, patrzenie na horyzont to jest odpowiedzialne zadanie.

No tak, oczywiście, jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to horyzontu jest pod dostatkiem, żeby na niego patrzeć.

Czyli nie ma co się martwić.

Nie, o to się nie ma co martwić.

To kiedy najbliższe safari nurkowe?

Najbliższe się zaczęło dzisiaj właśnie, a właściwie wczoraj, dzisiaj wypłynęli na morze, a takie najbliższe następne dostępne – za dwa tygodnie.

Egipt też?

Egipt. My robimy od 25 do 30 safari rocznie.

Sporo.

Sporo, więc one w tym wysokim i najwyższym sezonie odbywają się co tydzień, albo wręcz dwa razy w tygodniu. Teraz się właśnie ten gorący okres zaczął i będzie trwał aż do czerwca.

Super. Takie pytanie jeszcze ode mnie: czy takie safari nie nudzi się, jak ktoś musi w ciągu całego wyjazdu 20 nurkowań zrobić? To nie jest tak, że w piątym dniu ja już nie chcę do tej wody?

Ja jestem nieustannym entuzjastą, więc mnie się nie nudzi, chociaż mam przeszło setkę safari na koncie. Nie odniosłem też wrażenie, żeby innym się nudziło. Ludzie są czasami zmęczeni fizycznie, bo niektóre z tych nurkowań, kiedy jest jakaś większa fala, jakiś prąd pod wodą, są fizycznie na pewno bardziej wyczerpujące niż pływanie pod wodą bez żadnych innych dodatkowych atrakcji, i czasami rezygnują z nurkowań, ale nie odniosłem wrażenia, żeby ludziom się nudziły te nurkowania, ponieważ Morze Czerwone jest śliczne. Pod wodą jest pięknie i każda z tych raf, które się odwiedza, albo wraków, daje trochę inny krajobraz, to jest trochę inna wycieczka. Tych wycieczek jest 3–4 w ciągu dnia, każda jest inna, a w niektórych miejscach wręcz można zrobić trzy wycieczki w jednym miejscu i każda z nich też będzie inna. Na wielkim wraku, albo na jakiejś szczególnie rozbudowanej rafie z zakamarkami, więc nie odniosłem takiego wrażenia, i tego bym się najmniej obawiał.

Uff.

Odetchnąłeś?

Tak, odetchnąłeś. 

To dobrze.

Bo ja potrafię się szybko znudzić

Tam ci się chyba nie uda.

Super. Czyli najbliższe nurkowanie niebawem na safari?

Moje za dwa tygodnie.

I jeszcze są miejsca, żeby z tobą pojechać?

Nie. Powiem bez przesadnej skromności: nie.

Okej, czyli trzeba się zapisać na listę rezerwową najbliższą.

To jest najlepszy pomysł.

To ile czasu potrzebuję, żeby pomyśleć o safari? To jest z dnia na dzień, czy raczej parę miesięcy wcześniej?

Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, że ktoś w ostatnim momencie wypada i dzwoni ktoś i pyta, czy mamy jakieś safari. Mówimy: „Tak, ale wyjazd jest jutro”, a on mówi: „O, to świetnie, bo właśnie mam urlop”. Tadam! I to się oczywiście zdarza, ale z różnych względów z reguły jeżdżą ludzie, którzy są na tyle potrzebni w pracy, że muszą to sobie zaplanować ze sporym wyprzedzeniem, więc w tym momencie np. następne safari, które prowadzę, to jest safari w październiku. Więc staramy się pracować tak samo z instruktorami, którzy przyjeżdżają do nas ze swoimi grupami ze swoich szkół czy centrów nurkowych, staramy się pracować z takim półrocznym wyprzedzeniem, bo też można pozbierać osoby zainteresowane, to wszystko jest lepiej poukładane.

Jest też czas, na jakieś paszporty pewnie.

Jest czas na wszystko, a oczywiście wszystko się zdarza, prawda? „Jak to, to trzeba mieć paszport z półrocznym terminem ważności, naprawdę?”.

Nic mi nie mów, organizowałem rejs na Ibizę i na lotnisku trzy osoby stwierdziły, że one nawet dokumentów nie wzięły.

Bo przecież to Ibiza, przecież są na łodzi.

Troszeczkę tak właśnie, w Berlinie na lotnisku: „A to trzeba mieć dowód?”.

Tu trzeba mieć paszport, i musi on mieć półroczny termin ważności, więc oczywiście, że tu się zdarzają kryzysy, dobrze o tym pamiętać.

To ja odpadam.

Mamy to wszystko dobrze opisane na stronie internetowej, co należy zabrać. Fajnie zabrać jakąś muzę ze sobą e-booka, książkę do poczytania, bo tom też się udaje.

Zgadza się. Ładowarki do sprzętu, telefonów.

Tak, chociaż jak jest dwudziestu kilku uczestników, to najczęściej ktoś ma ładowarkę pasującą do twojego telefonu. Poza tym ten telefon też tak nie dzwoni ciągle.

No tak. Super. Mnie przekonałeś na takie safari.

Bardzo się cieszę.

Naprawdę. Mnie przekonałeś, zwłaszcza że lubię żeglować i morze i woda to już mega. Mam nadzieję, że innych też przekonaliśmy, zwłaszcza tych, którzy mieli obawy przed takim wyjazdem, i nie wiedzieli, co to znaczy. Tak że co? Do zobaczenia na jakimś safari?

Do zobaczenia na safari.

Dzięki.

Dziękuję bardzo.