W dzisiejszym odcinku zanurzymy się w odmętach ludzkiej psychiki, a konkretniej – w odmętach psychiki nurków. Dorota Pietrzyk-Matusik jest certyfikowanym psychologiem sportu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, jest także nominowanym psychologiem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Na co dzień wspiera zawodników różnych dyscyplin sportowych, organizując dla nich zajęcia psychologiczne oraz treningi mentalne. Co nam powie o psychologicznych aspektach nurkowania? Na co nurkowie powinni zwrócić szczególną uwagę?

Obejrzyj odcinek

Przeczytaj podcast

Cześć, Dorota!

Cześć!

Powiedz mi, czym się zajmujesz na co dzień?

Jestem psychologiem sportu. Pracuję z zawodnikami – z jednej strony nad naprawą ich głowy, nad naprawą takich rzeczy, które nie działają, ale przede wszystkim staram się tak pracować, żeby zawodnik się rozwijał także mentalnie.

To jeszcze od razu takie pytanie: psycholog a psychiatra – czy to nie jest to samo? Bo wielu ludzi pewnie myli te terminy.

Przede wszystkim nie jest to to samo, bo kończymy inne studia. Psycholog zazwyczaj kończy 5-letnie studia magisterskie na kierunku psychologia, natomiast psychiatra musi skończyć studia medyczne, to jest działka medycyny.

Czyli duża różnica w takim razie.

Bardzo duża. Psycholog np. nie może przepisywać leków. To jest działka tylko i wyłącznie psychiatrów . Ale też nie jest tak, że psychiatra tylko przepisuje leki, bo dobry psychiatra będzie zarówno umiał przepisać leki, jak i dobrze porozmawiać, tak, żeby daną osobę wyprowadzić z kryzysu.

Mówisz, że zajmujesz się naprawianiem głowy, to od razu mam takie pytanie, bo robiliśmy odcinek z ratownikiem medycznym, który powiedział, że cukrzyca to taka zła choroba, bo ona nie boli i nie idzie się do lekarza. I teraz moje pytanie jest takie: skąd ja mam wiedzieć, że czas na psychologa? Startuję w jakichś zawodach freediverskich, biję rekordy. Okej, potrzebuję trenera, który mnie uczy wstrzymywania oddechu itd., ale skąd mam wiedzieć, że czas na psychologa, który pomoże mi w biciu rekordów?

Z tym naprawianiem głowy to jest trochę tak, że mówię to trochę ironicznie, bo najczęściej nie chodzi o to, żeby naprawić tę głowę. Chodzi o to, żeby znaleźć coś, co po prostu nie działa. I często jest tak, że zawodnicy zgłaszają się z tym, że nie radzą sobie ze stresem, że czują spadek motywacji albo nie potrafią się skupić na zadaniu, które mają do wykonania. W późniejszej rozmowie staramy się znaleźć przyczyny tego. Nie tylko uczymy się ćwiczeń na koncentrację, treningów relaksacyjnych czy rozmawiamy o tej motywacji, ale staramy się znaleźć przyczyny tego, dlaczego są z tym problemy, i poprzez to staramy się też zmienić sposób myślenia. 

Bo bardzo często od tego sposobu myślenia zależy też to, w jaki sposób później zawodnik wykonuje swoje zadanie. Np. jeśli po sukcesie – kto by pomyślał, że po sukcesie można potrzebować psychologa, prawda? – zawodnik mówi o ty, że no tak, tym razem mi się udało osiągnąć ten sukces, to zobaczcie: to jest bardzo duża różnica między udało się,zrobiłem. Udało się przypisujemy losowi. I później, podchodząc do następnej rywalizacji, zawodnik z myślą o tym, że jemu się poprzednio udało, daje sobie mniejsze szanse na to, że tym razem również może się udać. Jeśli mówi o tym, że coś zrobił, to widzi wpływ tego, że trenował, że przygotowywał się i później też to się przekłada na jego rywalizację.

To w takim razie jak zacząć? Umówić się na jakąś sesję demonstracyjną tego, co potrafi psycholog? Przyjść na jakąś pierwszą rozmowę, wizytę i zobaczyć, czy to pomaga? Jak to w ogóle wygląda w praktyce?

Oczywiście dopóki się nie spróbuje, to nie wiadomo, jak to jest, ale też trochę jest tak, zę każdy psycholog pracuje trochę inaczej, więc warto poszukać najpierw takiego psychologa, który będzie nam pasował, może trochę nawet z opisu, z tego, co ma na stronie, z tego, co publikuje gdzieś, jakieś artykuły itd. i umówić się rzeczywiście na pierwszą wizytę.

Oczywiście nie oczekujmy tego, że po pierwszej wizycie życie nagle się odmieni i psycholog potrafi wszystko, co potrafi, dlatego że praca każdego psychologa oparta jest na zaufaniu. I tego zaufania nie zdobędziemy w ciągu pierwszej godzony. Bardzo często jest tak, że pierwsze spotkanie to takie trochę wybadanie, kim jest ta osoba. Zawodnik bardzo często sprawdza, na ile on się może otworzyć przed psychologiem, i dopiero po kilku spotkaniach docieramy do sedna trudności zawodnika.

A to nie jest troszeczkę tak, że to wstyd chodzić do psychologa? Że coś ze mną jest nie tak, coś mi się źle zrobiło, że idę do psychologa?

Tak było na początku, jak zaczynałam pracować. Bardzo wiele osób w ogóle myliło psychologa z psychiatrą i jak ktoś szedł do psychologa, to było wiadomo, że coś jest nie tak.

Że coś mu odbiło.

Że coś mu tam po prostu nie gra. Natomiast w tej chwili tak naprawdę wiele kadr narodowych, reprezentacji, klubów sportowych korzysta z usług psychologów sportu. Zawodnicy również indywidualnie szukają tego typu wsparcia, ścieżki rozwoju. I jeśli im to wychodzi, to później bardzo często nawet chwalą się tym, że korzystali z takich usług i dzięki temu też stają się troszkę lepsi.

A jak wygląda taka praca? To jest praca z pacjentem? Z podopiecznym? Jak nazywa się klienta psychologa?

Ja najczęściej mówię zawodnik. Zawodnik, klient. Ponieważ ja np. nie jestem psychoterapeutą i nie pracuję nad zagadnieniami sensu stricte klinicznymi, to mówię raczej o klientach, nie o pacjentach. Natomiast jak wygląda praca. Najczęściej zaczyna się od wywiadu wstępnego, czyli dowiadujemy się, z czym zawodnik przychodzi, jaka jest specyfika jego dyscypliny. Bo każda dyscyplina ma inne wymagania jeśli chodzi o głowę i na tym bazujemy. W toku pracy znajdujemy te rzeczy, które można poprawić. Nie mówię tylko o tych, które nie działają, ale o tych, które można robić lepiej. I staramy się znaleźć na to metody.

Ja na przykład mam sporo różnych metod, które stosuję. Pokazuję je zawodnikowi, i zawodnik bierze z tego to, co jemu pasuje. Bardzo często też staram się umawiać na taką pracę z jednej strony dość systematyczną, ale z drugiej strony niekoniecznie dzień po dniu tylko, tylko na przykład tydzień po tygodniu, jeśli już mówimy o takiej stricte gabinetowej pracy, bo dzięki temu po prostu o czymś rozmawiamy, coś później zawodnik może zastosować na treningu, na zawodach i potem możemy przegadać, czy to czy to w ogóle zadziałało. 

Oczywiście jesteś inny tryb pracy, bo tutaj mówimy o takiej pracy stricte gabinetowej, ale też często na przykład pracuję z grupami młodzieżowymi w sporcie. I to jest często tak, że albo jakaś kadra, albo klub zgłasza się do mnie i przyjeżdżam do nich, albo oni do mnie na warsztaty psychoedukacyjne. Niby trudne słowo, ale bardzo, bardzo proste, bo to jest psycho (psychologia) i edukacja. Edukacja o psychologii, edukacja w głowie jest w tej danej dyscyplinie.

I poprzez to, że pokazuję różne rzeczy, np. rozmawiamy sobie o stresie, nie koniecznie mówiąc: Ty masz problem ze stresem, albo: Ty w stresie źle działasz, tylko pokazując, że tak może być, że takie mogą być objawy stresu. Zawodnicy nagle zaczynają rozpoznawać u siebie te objawy stresu i potem dowiadują się też, z jakich metod mogą korzystać, żeby z tym stresem sobie poradzić.

No właśnie, umiem sobie wyobrazić treningi freediverów, którzy trenują wstrzymanie oddechu, schodzą coraz głębiej itd., nadal nie umiem sobie wyobrazić trenowania czegoś w głowie. Czy możesz podać jakiś przykład treningu na stres albo jak to rozpoznać?

Akurat stres jest takim bardzo dobrze rozpoznanym obszarem, dlatego że bardzo dużo korzystamy z różnych psychofizjologicznych metod. Zaczynamy od tego, że uczymy się rozpoznawać objawy stresu. Uczymy się rozpoznawać to, że piłkarz, który się stresuje i traci precyzję w podaniu, może np. wynikać z napięcia mięśni. I to napięcie mięśni trzeba nauczyć się też rozluźniać.

Oczywiście jest też trochę tak, że to nie są tylko napięte mięśnie, ale też w stresie pojawiają się różne myśli, od tych negatywnych jest trudniej się uwolnić, i też uczymy się takiego mindflow, takiego przepływu myśli, który powoduje, że jesteśmy w stanie się od tego uwolnić.

Mamy np. treningi relaksacyjne. Są dwa podstawowe nurty: od umysłu do ciała, czyli treningi autogenne. Czyli poprzez to, że wyobrażamy sobie rozluźnienie pewnych części ciała, one się w pewnym momencie rozluźniają. To są metody opracowane przez Schultza i one są wykorzystywane.

I to mogę sobie zastosować nawet tuż przed zawodami, tak?

Oczywiście! 

I w skupieniu wyobrażam sobie, że rozluźniam sobie mięśnie barku, łopatek itd. i odstresowuję się.

Tak, tylko nie polecałabym stosowania tego po raz pierwszy przed zawodami, dlatego że nigdy nie wiemy, jak to na nas zadziała. Warto jest takich metod uczyć się wcześniej i próbować, bo czasami jest tak, że jak wejdziemy już w ten stan relaksu, to powrót do pełnej sprawności może nam zająć 5 minut, ale może też np. zająć nam 40 minut. I jak zrobimy to 15 minut przed startem, to się okaże, że obudzimy się dużo po.

Jest jeszcze drugi nurt w treningach relaksacyjnych, to jest trening progresywny. Czyli od ciała do umysłu. Poprzez naprzemienne napinanie i rozluźnianie poszczególnych partii mięśni, rozluźniamy zarówno mięśnie, jak i odprężamy umysł. I to jest też bardzo fajna metoda, opracowana przez Jacobsona. I dzięki niej zawodnik może dać sobie sygnał, że czuje napięcie w barku, napnie odpowiednie partie mięśni i jest w stanie ją dużo bardziej rozluźnić.

Mówiłaś, że psycholog często przyjmuje w gabinecie, ale rozumiem, że pracuje czasami również w terenie, np. jedzie z zawodnikami na zawody i tam ich wspiera.

Tak. Tak naprawdę gros mojej pracy to praca w terenie, bo często pracuję na zawodach, pracuję również w sportach lotniczych, więc jeżdżę na zawody, które trwają nawet po dwa tygodnie, a nawet i trzy w przypadku Mistrzostw Świata (łącznie z treningami). I tak naprawdę ta praca w terenie wygląda trochę inaczej. Często nie mamy stricte określonych godzin pracy, np. na zawodach lotniczych często siadam z zawodnikiem gdzieś tam pod skrzydłem i z takiej luźnej gadki, za przeproszeniem, wychodzi nam jakaś ważna kwestia, a którą on się zmaga, i później jesteśmy w stanie to jakoś rozwiązać.

Często jest też tak, że jadąc na zgrupowanie, niby mam określone godziny zajęć z zawodnikami, ale jest to też dostosowane do ich planów dnia.

I pogoda może też dużo popsuć.

Tak, oczywiście. Czasami jest tak, że wiem, że mam mieć zajęcia o 18, bo o tej porze zawodnicy wrócą z lotu, który mają wykonać, a nie ma pogody i okazuje się, że mamy cały dzień i możemy go w jakiś sposób wykorzystać.

Taki zmarnowany dzień też pewnie może stresować zawodnika.

Oczywiście. Zwłaszcza jeśli np. jest po dwóch, trzech konkurencjach, wie, że ma do odrobienia jakieś straty, a nagle jeden i drugi dzień, kiedy nie może lecieć, to są te dni, kiedy nie może odrobić tych strat. Ma plan, ma pomysł, wie, że tego pierwszego dnia coś mu nie wyszło, i chciałby to poprawić, a nie może. To rzeczywiście może stresować.

Lotnictwo, nurkowanie – dosyć bezpieczne i jednocześnie niebezpieczne sporty, bo tu wysokość i ciśnienie, tam głębokość i ciśnienie. To pewnie test też dużo pracy z jakimś strachem u takich zawodników?

Tak, oczywiście, jest dużo. Ale też nie chodzi o to, żeby zawodnik się pozbył lęku. Bo lęk jest tak naprawdę takim stanem, który nas chroni przed niebezpieczeństwem. I oczywiście on może nas też ograniczać, ale z drugiej strony, jak by tak pomyśleć, to czy latanie sportowe lub nurkowanie na dużych głębokościach są tak do końca bezpieczne? Nie do końca, więc ten lęk jest uzasadniony. 

Chodzi o to, żeby ten lęk nas z jednej strony nie powstrzymywał przed polepszaniem swoich wyników, ale z drugiej strony, żeby nas jednak chronił przed naprawdę niebezpiecznymi sytuacjami. Dlatego że np. w lotnictwie jest tak, że z jednej strony mamy rywalizację, ale z drugiej strony w tej rywalizacji zawodnicy czasami zapominają o swoim własnym bezpieczeństwie. I jeśli rzeczywiście zawodnik wyzbyłby się totalnie lęku, to może się okazać, że będzie stwarzał niebezpieczeństwo dla siebie i innych. I warto pamiętać o tym, że to bezpieczeństwo zależy też od tego, jak oceniamy swoje umiejętności, czy są one wystarczające do sprostania w danej sytuacji.

Wszędzie tak jest, że jak zapominamy o pewnych rzeczach, to łamiemy te zasady. Powiedz mi, czy masz jakiś przykład z autopsji, że jest zawodnik, który jest gotowy fizycznie, wszystkie treningi przechodzi super, ale tuż przed startem trzeba pogrzebać mu w głowie, żeby wystartował, bo coś go zablokowało, czegoś się wystraszył. Zdarzają się takie przypadki?

Tak, to jest jeden z częstszych przypadków, kiedy zawodnicy trafiają do gabinetu psychologa. Dlatego że bardzo często jest tak, że widać, że zawodnicy są przygotowani fizycznie, taktycznie, technicznie, i pokazują to na treningach, a kiedy pojawia się presja, rywalizacja…

Tłumy ludzi.

Tłumy ludzi, a czasami nawet nie tłumy, ale na widowni siedzi ktoś, kto jest znaczący, np. selekcjoner do kadry wojewódzkiej. I okazuje się, że zawodnik nie jest w stanie pokazać tych swoich umiejętności, bo coś go blokuje. I to coś to jest bardzo często głowa; blokada, która wynika np. z tego, że zawodnik zastanawia się, co będzie, jeśli mu nie wyjdzie.

Pewnie często takie pytania się pojawiają.

Tak. Dosyć często. Albo: a co powie o mnie trener?

Jak nie wyjdzie, to rozumiem, że opieka psychologa też się wtedy przydaje?

Oczywiście! Uważam, że opieka psychologa może się przydać zarówno wtedy, jeśli nie wyjdzie, jak i wtedy, kiedy wyjdzie, bo kiedy wyjdzie, to później trzeba sprostać oczekiwaniom, bo okazuje się, że one rosną i trzeba ten wynik powtórzyć.

To już lepiej, żeby się nie udało.

No nie do końca, ale to też jest trochę tak, że mówimy o trudnościach, ja często mówię po prostu o wyzwaniach, że każda z tych sytuacji niesie wyzwanie, i jeśli dobrze z nią popracujemy, to jesteśmy w stanie się z niej nauczyć. Zarówno wtedy, kiedy odnosimy sukcesy, jak i gdy mamy niepowodzenie, to zawsze może być lekcja. I zawsze można się z tego czegoś nauczyć. 

Ja często zawodników pytam po danych zawodach: Z czego byłeś zadowolony? Co byś chciał powtórzyć? Czyli uczę ich trochę wyszukiwania nawet w tych najgorszych startach czegoś, co zrobili dobrze. 

Mikro przyjemności.

No może nie mikro przyjemności, ale chociaż drobnego sukcesu. Drugie pytanie: Co nie wyszło, co byś chciał zmienić? I trzecie: Co możesz zrobić, żeby to zmienić? I to jest takie pytanie, które ukierunkowuje nie tylko na samobiczowanie się, że zrobiłem to źle i jestem beznadziejny, tylko znalezienie sposobu.

A w ogóle zawodnicy są chętni do rozmowy z psychologiem, czy raczej na początku mają opór?

To jest bardzo różnie, tak jak powiedziałam na początku, ta praca się opiera na zaufaniu. I pytałeś mnie o to, co psycholog robi na zawodach. Czasami nie ze wszystkimi pracuję na zawodach. I nie wszyscy zawodnicy chcą ze mną w ogóle porozmawiać na zawodach. Ale przez to, że jestem, uczestniczę w ich życiu, w ich rywalizacji, obserwuję, jestem blisko, bardzo często później, kiedy rzeczywiście mają jakąś kwestię, którą chcieliby przegadać, łatwiej jest im powiedzieć o swoich trudnościach czy poprosić mnie o pomoc.

Czyli praca w terenie dużo daje, z tego, co rozumiem.

Bardzo dużo. Prowadzę też zajęcia ze studentami, praktyki z psychologii sportu, i studenci, którzy uczą się o pracy gabinetowej, o psychoterapii itd., nagle dowiadują się, że naszą pracą jest nie tylko godzina w gabinecie, ale np. luźna gadka szmatka przy obiedzie, bo podczas takiej luźnej rozmowy można z jednej strony dużo dowiedzieć się o zawodnikach, a z drugiej strony pokazać też im swoją gotowość do rozmowy z nimi.

Zastanawiam się teraz, gdzie Ty to wszystko mieścisz, chowasz, skoro rozmawiasz z tak wieloma zawodnikami. Jak to spamiętać?

Tak, to jest duża trudność. Przede wszystkim robię sobie różne notatki. Oczywiście nie robię sobie notatek po każdym obiedzie, ale często notuję różne przemyślenia i potem to wykorzystuję. Z szybownikami np. mam taki tryb pracy, że w ciągu sezonu jestem z nimi na kilku zawodach, a później pod koniec roku, na jesieni, mamy takie dwudniowe warsztaty stricte psychologiczne, podsumowujące sezon. I podczas nich wykorzystuję moje obserwacje, które poczyniłam sobie na zawodach.

Mój telefon jest pełen notatek, które robię na gorąco, często są to luźne myśli, które później wykorzystuję w czasie podsumowania.

Jakiś czas temu współorganizowaliśmy takie zawody we freedivingu, m.in. z Agatą Bogusz, i na takich zawodach ludzie pływają na granicy swojej wytrzymałości fizycznej, czasem dochodzi do jakichś omdleń itd., ale może się tak zdarzyć, że w czasie zawodów nasz partner nurkowy straci przytomność albo odejdzie z tego świata. Jaki to może mieć wpływ na innych zawodników? Bo do tego momentu było wszystko fajnie, rywalizowaliśmy ze znajomymi, była fajna zabawa, ale w pewnym momencie ktoś umiera. Jak to może wpłynąć na zawodnika?

Jest to z pewnością wydarzenie traumatyczne, sytuacja kryzysowa, na którą każdy będzie inaczej reagował. Jedna osoba przejdzie nad tym do porządku dziennego, a inne osoby odczują to bardzo mocno. Literatura podaje, że pierwsze ostre objawy traumy mogą się pojawiać do 48, a nawet 72 godziny po zdarzeniu. I te ostre objawy to czasami jakieś natrętne myśli, czasami problemy ze snem, a czasami może się okazać, że nagle zawodnikowi odcina świadomość. Nagle nie do końca wie, gdzie się znajduje, i nie wie, co ma dalej zrobić.

Lotnictwo i nurkowanie może być bardzo niebezpieczne.

Oczywiście, np. kiedy zawodnik jest na przelocie i nagle w połowie trasy przestaje być świadomy tego, co robi, i zaczyna działać po omacku. Dlatego warto siebie obserwować, warto dużo czytać o tym, jakie mogą być objawy traumy, a jeśli wiemy coś o tym, to warto też dzielić się tą wiedzą z innymi osobami, które w tym wydarzeniu uczestniczyły. Bo to też nie jest tak, że traumę odczuwają tylko zawodnicy, którzy się np. zderzyli. Traumę mogą odczuwać zawodnicy, którzy to widzieli, którzy o tym słyszeli, a także osoby, które były bardzo daleko…

Ale są w tej samej dziedzinie sportu.

Są w tej samej dziedzinie sportu, znajdują się w podobnych sytuacjach, która spotkała tych zawodników, którzy mieli wypadek, i nagle uświadamiają sobie, że to, co do tej pory było rywalizacją i chodziło tylko o to, żeby prześcignąć innych, jednak może wymagać, żeby rozejrzeć się w koło i zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

Ile trwa takie leczenie? Czy to jest ciągła praca z psychologiem sportu, tak długo, póki trenuję? Czy w pewnym momencie dochodzę do momentu, że już wszystko wiem i nie potrzebuję?

To zależy. Może być tak, że jest to praca ciągła, zwłaszcza jeśli myślimy o tym jak o pracy rozwojowej, bo tak naprawdę to jest jak w treningu. Przecież to też jest tak, że w pewnym momencie zawodnik umie już wszystko i po co ma dalej trenować. Tylko wystarczyłoby, żeby to podtrzymał, a jednak okazuje się, że ten trening jest potrzebny. I tak samo jest z głową. Np. koncentracja. To jest taka umiejętność, którą traktuję jak mięsień. Jeśli ją ćwiczymy, to ona będzie dla nas bardziej dostępna i będziemy sobie lepiej radzić z rozproszeniem. Jeśli nie ćwiczymy, to wcale nie znaczy, że nie będziemy umieli się skoncentrować, ale będziemy mieć nad tym mniejszą kontrolę.

Ja najczęściej w pracy gabinetowej na początku umawiam się na kilka spotkań. Często mówi się o 7–10 spotkaniach, żeby zaszła taka widoczna zmiana.

Po godzinie?

Tak, ale ja ustalam sobie widełki czasowe. Bo czasami jest tak, że nagle na koniec spotkania wychodzi naprawdę kluczowa rzecz, którą trudną byłoby zostawić rozgrzebaną na najbliższy tydzień. Natomiast często zawodnicy jak już przepracują to, z czym chcieli przyjść, i rzeczywiście rzadziej się spotykamy, ale dzwonią np. raz na miesiąc z prośbą o spotkanie, żeby uporządkować na bieżąco różne rzeczy.

Czy telepraca też wchodzi w grę, czy konieczny jest kontakt osobisty?

Nasze czasy wymogły na nas zwiększenie ilości pracy online, bo nie wszędzie możemy być, nie zawsze jesteśmy z zawodnikami w sytuacji, która wymaga interwencji, i tak naprawdę tej pracy jest coraz więcej. Co nie znaczy, że jej wcześniej nie było. Była i często pracowało się z zawodnikami, którzy byli w innym mieście, w innym kraju i chcieli akurat z tym konkretnym psychologiem pracować. Natomiast tej pracy jest sporo. Ja poza pracą w gabinecie często odbieram od zawodników telefony w czasie zawodów, bo chcieliby przegadać coś, z czym akurat się mierzą, ale czasami dzwonią też po to, żeby pochwalić się swoim sukcesem, co też jest bardzo fajne.

Czyli rozumiem, że taka doraźna pomoc psychologiczna pod telefonem.

Tak. Telefon, Messenger, WhatsApp, wszystkie te komunikatory. Oczywiście staram się nie prowadzić kluczowych rozmów, pisząc, natomiast czasami też się zdarza, że zawodnik o coś zapyta, dopytuje, czy może zadzwonić lub spotkać się online, i wtedy staramy się to na bieżąco ustalić.

Zaczynam się zastanawiać, jak bardzo psychologia sportu pomaga w biciu rekordów, w zwyciężaniu.

To jest trudne do oszacowania, dlatego że nie mamy jasnej miary. Gdyby można było mieć taki wskaźnik, że w sukcesie zawodnika było 50% fizyczności, 20% techniki itd., to byłoby nam dużo łatwiej. Natomiast to jest bardzo subiektywne. Często to zawodnicy określają, na ile to, że coś zmienili w swoim myśleniu czy nastawieniu, pomogło im w osiągnięciu sukcesu. Nie zawsze to musi być rekord, ale w osiągnięciu sukcesu, który sobie zaplanowali.

Ja chyba pierwszy raz z psychologią sportu spotkałem się w skokach narciarskich. Słyszałem w telewizji, ze wszystko było super, wiązania, narty, smarowania, śnieg, elegancko, ale było coś nie tak z zawodnikiem i dlatego się nie udało. Czy ten stres naprawdę ma taki duży wpływ?

Tak, my nawet nie wiemy, jak bardzo czasami głowa może nam pomóc, albo jak bardzo może nas ograniczać. Bardzo dużo w życiu, w każdej dziedzinie zależy od nastawienia. Przykładowo możemy być nastawieni na to, żeby unikać porażki, żeby nie być ostatnim, żeby nie popełnić błędu – co bardzo często przekierowuje naszą uwagę na te sytuacje, które mogą skutkować błędem, mogą skutkować poniesieniem porażki i mamy przekierowaną uwagę na to, żeby bronić się przed tym, co może złego nastąpić. A nie jesteśmy w stanie myśleć jednocześnie o dwóch rzeczach. Czyli jeśli myślimy o tym, jak uniknąć tej porażki, nie skupiamy się na tym, jaką taktykę obrać, żeby odnieść sukces. I od tego nastawienia może bardzo dużo zależeć.

Myślę sobie, że ta praca jest dosyć trudna, bo jeżeli pracujemy np. z pacjentem, który ma gorączkę, to termometrem zbadamy, że ona mu spadła. Jak Ty i zawodnicy możecie mierzyć efekty Twojej pracy? Czy są jakieś wskaźniki, że zawodnik widzi, że mu to pomogło?

To jest bardzo subiektywne. Pytałeś wcześniej o trening relaksacyjny, mówiłam o tym, że to jest dość dobrze zbadany obszar. I tutaj np. mamy pewne metody, które też mogą nam pokazywać postępy, np. metody oparte na bio feedbacku, czyli na biologicznym sprzężeniu zwrotnym. Chodzi o to, że zawodnicy są podłączani do pewnych urządzeń, które pokazują ich aktualny stan pobudzenia, i poprzez wykorzystanie różnych metod, których ich uczymy, uczą się kontrolować ten stan pobudzenia. Ale czasami jest to nawet takie subiektywne odczucie. Przykładowo: co myślisz przed zawodami, co myślisz zaraz przed oddaniem strzału czy zaraz przed oddaniem rzutu za trzy punkty, co się dzieje w głowie. I zawodnik widzi, że przed rozpoczęciem współpracy bardzo często zastanawiał się, co będzie, jak nie trafi itd., a w tej chwili skupia się na tym, w które miejsce chce strzelić czy rzucić. 

Czyli dobrze.

Tak, i często jest to subiektywna obserwacja, ale mamy też wskaźniki obiektywne do niektórych parametrów.

Czyli to jest praca z człowiekiem i im bardziej on jest otwarty, tym pewnie łatwiej i lepiej.

Tak. Bardzo często mówię zawodnikom podczas pierwszego spotkania, że nie mam takich dwóch przyrządów, które bardzo bym chciała mieć: szklanej kuli, w której widziałabym, co się dzieje w jego głowie. Będę wiedzieć tylko tyle, ile on mi powie, ew. zadam odpowiednie pytania, które mogą pomóc wydobyć jego myśli, ale tak do końca nie wiem, co on myśli. I drugiego przyrządu – magicznej różdżki. Nasza praca byłaby dużo prostsza, zrobiłabym czary-mary i zawodnik już by to umiał, ale tak nie jest, potrzeba jest do tego dużo pracy zawodnika.

A zdarza się tak, że zawodnicy próbują coś ukryć, oszukują, kłamią? I wyłapujesz to jakimiś magicznymi wykluczającymi pytaniami?

Niestety nie ma magicznych pytań, natomiast często zawodnicy nawet nieświadomie ukrywają niektóre rzeczy, bo sami nie są ich świadomi. Podstawa mojej pracy to budowanie samoświadomości zawodnika, czyli sprawienie, żeby był bardziej świadomy tego, co się dzieje w jego głowie. Wiele osób nie ma do tego dostępu. Pierwsza lekcja to nauczenie rozpoznawania emocji, przyjrzenie się swoim myślom. Np. często zawodnik nie jest świadomy, że jeśli ciągle trafia w słupek, to przed kolejnym strzałem myśli sobie: nie, tylko żeby nie znowu w słupek. I co robi? Trafia znowu w słupek. Bo sobie powiedział, że ma tego nie robić, czyli skupił się na tym słupku. I dopiero kiedy się przyjrzy swoim myślom, okazuje się, że jest taka myśl, z którą można popracować. Jest taka fajna zasada trzech Z w psychologii sportu: zaobserwuj, zastopuj, zastąp. I to można zrobić np. z myślami. Zaobserwować jakąś myśl, która nam przeszkadza, starać się ją zatrzymać i zastąpić czymś, co nam sprzyja.

Mądre.

Bardzo. 

I pewnie działa.

Działa. 

Wyobrażam sobie, że taka psychologia sportu przydaje się pewnie też poza sportem.

Oczywiście, ma to bardzo duże przełożenie. To też nie jest tak, że zawodnik jest tylko zawodnikiem. Zawodnik jest człowiekiem i tak naprawdę to, co robi w sporcie, ma wpływ na jego życie. Wiele razy słyszymy o tym, że u dzieci i młodzieży uczestnictwo w sporcie, treningach czy jakiejś zorganizowanej aktywności zmienia dużo też w ich życiu, np. ich sposób funkcjonowania w grupie, zwiększa pewność siebie, uczy ich radzenia sobie z presją, ze stresem itd. I działa to też w drugą stronę. Czasami to życie codzienne może też wpływać na sport. I to też czasami jest działka, nad którą pracujemy.

No tak, ciężko odciąć się od życia prywatnego, jadąc na zawody.

Tak, dokładnie.

Czyli to, co najważniejsze, nie wstydzić się i zacząć korzystać z psychologa sportu, zwłaszcza jeśli przygotowuje się do zawodów.

Tak, traktuję to jako jedną z działek przygotowania do zawodów. I w ogóle, jako jedną z działek treningu. Z jednej strony możemy trenować, a z drugiej strony możemy z psychologiem znaleźć te obszary, nad którymi warto popracować.

I stać się lepszym zawodnikiem i pobić kolejny rekord.

Oczywiście.

Dzięki bardzo za odcinek.

Dziękuję bardzo.