Malediwy to piękny archipelag na Oceanie Indyjskim. Cudowne miejsce do wypoczynku, pływania oraz nurkowania. Czysta ciepła woda, piękna rafa koralowa i bardzo urozmaicona fauna. Można tutaj nurkować z rekinami, mantami oraz żółwiami. Jak należy zachować się w obecności żarłacza tygrysiego? Czy można robić sobie zdjęcia z mantą? Co jeszcze można robić na Malediwach? O tym opowie Martyna Skura – ambasadorka PADI, założycielka bloga lifein20kg.com oraz podróżniczka.

Obejrzyj odcinek

Przeczytaj podcast

Cześć Martyna!

Cześć!

Powiedz mi, gdzie ostatnio nurkowałaś?

Na Malediwach i w Deepspocie.

Czyli ciepłe wody?

Zdecydowanie, jestem ciepłym nurkiem. 

Super! Ja powoli się przekonuję do tego, żeby być ciepłym nurkiem. Zwłaszcza w taką pogodę. 

Nie dziwię się!

Powiedz mi, Malediwy, wody otwarte, przejrzysta woda i pewnie dużo zwierząt?

Bardzo!

I tutaj pojawia się zawsze takie pytanie — jeżeli płynie do mnie delfinek to jako nurek mogę się z nim pobawić, pogłaskać, złapać za grzbiet? On mnie gdzieś pociągnie, tak jak to na filmach wygląda? 

Generalnie powiedziałabym, że filmy nie są dobrym źródłem rzetelnych informacji. 

Ja się uczyłem nurkowania z YouTube!

No cóż, jeszcze nie widziałam Cię pod wodą! Ale tak jak film „Szczęki” nie jest rzetelnym źródłem informacji na temat rekinów, tak nie sugerowałabym, żeby taki film w stylu „Flipper” albo filmy, które może Ty oglądałeś na YouTube, jak się uczyłeś nurkowania, są rzetelnym źródłem informacji i powinniśmy podążać ich wytycznymi.

Czyli to jak to w takim razie wygląda? Jak obcować z morskimi zwierzętami, które spotykamy gdzieś na rafie koralowej?

Taka generalna zasada, którą powie Ci chyba każdy instruktor nurkowania na pierwszych zajęciach, jest, że my nie dotykamy niczego, ponieważ my możemy skrzywdzić dane stworzenie, dane organizmy, i one mogą skrzywdzić nas — to działa w dwie strony. To dotyczy się rafy koralowej, ryb, żółwi, rekinów, delfinów, ssaków morskich, czegokolwiek. Generalnie — nie dotykać. 

Wyobrażam sobie, że tak. Jakaś meduza, czy duży rekin może mnie skrzywdzić, ale nurkując na Honoratce czy ten dwucentymetrowy mały okonik to raczej mi krzywdy nie zrobi. Bardziej chyba ja jemu, jeśli go dogonię.

Nie doceniasz tych okoni.

W takim razie, czy w takich ciepłych wodach są jakieś — ja rozumiem, że ludzi pewnie kusi — są na rafie koralowej, widzą rozgwiazdę i bardzo chcą ją ze sobą zabrać, zrobić jej zdjęcie, przesunąć. Spotykasz się z takimi rzeczami?

Niestety tak. I o ile w nurkowaniu spotykam się z tym dość rzadko, o tyle na wycieczkach na snorkling w wielu miejscach na świecie, przewodnicy albo klienci zdejmują sobie rozgwiazdy, robią sobie zdjęcia. Takich zdjęć jest mnóstwo w internecie! Ktoś trzyma rozgwiazdę, ktoś konika morskiego, albo rozdymkę i tak ją głaszcze, a ona się nadyma. Także niestety tak. Nie mówiąc już o takich miejscach jak delfinaria, gdzie trzyma się delfiny w niewoli, można z nimi pływać, można się z nimi bawić. Generalnie, nie powinno się tego robić, ale wiemy, jak jest.

Dokładnie. W takim razie jak już nie wiem, spotkamy jakieś zwierzątko, nawet takie większe — mantę, rekina, delfina, to jak jako nurek zachować się pod wodą? Żeby jednak zrobić sobie zdjęcie, ale nie wiem, nie przestraszyć tego zwierzaka, albo nie zagrozić mu  jakiś sposób?

Na przykład takie zasady pływania z mantami i rekinami wielorybimi, powinien przedstawić je każdy przewodnik na wycieczce. Taki wycieczki są dosyć popularne w różnych miejscach, na przykład w Hanifaru Bay na północy Malediwów. To jest taki spot, mała zatoczka, gdzie z różnych powodów biologiczno-geograficznych zbiera się mnóstwo mant. Mnie się zdarzyło pływać z sześćdziesięcioma mantami w jednym momencie, a w pełni księżyca ich może być trzysta. Serio, nie możesz się ruszyć, bo one są wszędzie! Zasady są takie, że płynie się obok stworzenia, wzdłuż trajektorii płynięcia manty czy rekina wielorybiego. Jeżeli chodzi o rekiny wielorybie, to powinno się zachować dystans trzech metrów od ciała i czterech metrów od ogona i nie powinno się przepływać przed rekinem, czy przed mantą. Żeby nie przeciąć im drogi i żeby ich nie wystraszyć. W przypadku mant, na przykład na Malediwach w Hanifaru Bay gdzie jest ich dużo i one w pewnym momencie tworzą taki pociąg, jest jedna za drugą i one się zawijają w takie jakby serpentyny, pociągi — ważne jest, żeby nie przepłynąć przed tymi mantami. Żeby nie zaburzyć tego pędu tego pociągu.

Tego ich naturalnego ruchu, którym sobie płyną?

Tak, dokładnie. 

Czyli pływanie obok nie sprawia problemów i rozumiem, że są organizowane na Malediwach wycieczki tego typu z instruktorem, typu popłyńmy zobaczyć manty, a nie rafę?

Tak. Wycieczek na Malediwach jest dużo. Można raz, że na nurkowanie, na snorkling po prostu na rafie. W zależności od tego, gdzie na Malediwach jesteśmy, bo niektóre atole są bardziej popularne ze względu na pewne stworzenia, na przykład w atolu [nz 05:15] na samym południu, to jest prawie ostatni atol na Malediwach, tam są żarłacze tygrysie. W atolu Baa, który jest na północy — tam są manty i Hanifaru Bay. Manty i rekiny wielorybie będą w atolu Ari, który jest raczej takim centralnym atolem. Więc na przykład w atolu, w którym ja pracowałam, płynęliśmy na rekiny wielorybie dwie godziny w jedną stronę. ALe było warto, bo goście też płacili za to i chcieli bardzo zobaczyć rekiny wielorybie, a one z jakiegoś powodu występują tam. Tak że spokojnie można popłynąć na snorkling z nimi i w Hanifaru Bay, tam, gdzie są te manty — tam nie można nurkować ze sprzętem. Takie są zasady. Tam jest tylko freediving i snorkling. Z rekinami wielorybimi w tym miejscu, gdzie ja byłam, serio, one są tak nawet nie 5 metrów pod nami, to zanim ubierzesz ten sprzęt, skoczysz z łodzi, zanurzysz się — rekin odpłynął! I co zrobić? To samo w Meksyku! W Meksyku jak pływałam z rekinami wielorybimi, to samo — one raczej przy powierzchni. Głęboki błękit, tam nic nie ma — jak rekin odpłynie, to naprawdę nie ma co oglądać.

Czyli tak naprawdę, żeby zobaczyć te rekiny i wielorybie i żarłacze tygrysie, lepiej uzbroić się w bycie freediverem niż scuba diverem?

Żarłacze tygrysie — nie. Raczej scuba. Ale rekiny wielorybie, manty — freediving, snorkling. To nawet nie musi być taki wyczynowy freediving, bo wystarczy do pięciu, max. dziesięciu metrów zejść i spokojnie można je zobaczyć. 

Okey. Czy ten rekin — słowo rekin, to zawsze wielkie obawy, że on mnie zje, zaatakuje…

Tak, niepotrzebnie!

Czy tak samo jest w przypadku tych rekinów wielorybich? Bo to brzmi strasznie — rekin i jeszcze wielorybi! Czyli wyobrażam sobie wielkiego rekina jak ze „Szczęk”.

To jest największa ryba na świecie. One potrafią rosnąć do 13 metrów. Rzeczywiście, są duże, robią niesamowite wrażenie, ale są absolutnie bezpieczne. One się żywią planktonem — są wege! On po prostu płynie z wielką rozdziawioną buzią i co mu wpadnie do tej buzi — na ogół jest to jakiś plankton mały, krewetki, rybki. One są absolutnie spokojne i jak się przestraszą, to po prostu zanurkują głębiej. 

I tyle z oglądania.

Tak, tyle z oglądania.

Czyli rekina wielorybiego się nie boimy?

Nie, nie ma powodów.

A co z żarłaczem tygrysim? Bo to brzmi jeszcze straszniej.

Żarłacz tygrysi to trochę inaczej… Pamiętajmy, że stworzenia morskie same z siebie nie atakują ludzi, chyba że poczują się zagrożone, albo są w trakcie jedzenia — my, jak jemy, też nie lubimy, jak ktoś nam przerywa — albo przez pomyłkę. To są te słynne ataki na surferów. Rekin patrzy na nie z góry, surfer na desce wygląda jak uchatka albo żółw. Ataki rekinów zdarzają się najczęściej w warunkach, jak jest bardzo słaba widoczność. Po prostu to nie jest Twój dzień, jak capnie Cię rekin, ale on szybko się zorientuje, że nie jesteś żółwiem, albo uchatką, więc Cię wypluje. Rocznie od ataków rekinów ginie może 7 osób na świecie? Więcej zabijają komary, psy i hipopotamy, a rekiny nie.

To w takim razie, jak już zdecyduje się na nurkowanie na Malediwach, żeby zobaczyć żarłacza tygrysiego, czy są jakieś procedury bezpieczeństwa przed w ogóle wejściem do wody? Jak się zachować jak mnie rekin wypluje? To nie jest coś, co spotykam na co dzień generalnie!

Spoko! Jeżeli chodzi w ogóle o nurkowanie z żarłaczami — bo też w Meksyku nurkowałam z żarłaczami tępogłowymi, z bull sharks, i tam też są procedury. Na przykład, na Malediwach nurkowanie z żarłaczami tygrysimi: jeżeli bierzemy aparat — absolutnie żadnych fleszy. I to samo, płyniemy wzdłuż rekina, nie przecinamy mu drogi. Absolutnie nie manewrować tak w wodzie, że go odcinamy od drogi ucieczki. Poza tym unikać jarzeniowych kolorów. Jeżeli jest to nurkowanie, na przykład na Malediwach jest to nurkowanie, że płynie się na siedem metrów i klęczy się — to jest przy wejściu do portów, po to, żeby nie było po drodze przystanku bezpieczeństwa — to jest raz, a dwa — tam się klęczy, więc lepiej w długiej piance — ja nie miałam długiej pianki i słabo później moje kolana wyglądały. Kolejna taka rzecz, to mnie bardzo zdziwiło na Malediwach. Jak byliśmy na łodzi, przewodnicy dali nam takie metalowe rury…

Do obrony?

Takie z półtora metra miały. „Co my mamy z tym zrobić? Mamy tego rekina tak odpychać?” To jest ponoć pierwsza reakcja wszystkich turystów.

No tak!

A oni nam wytłumaczyli, że to polega na tym, że jeżeli czujemy, że rekin przypływa za blisko — co się rzadko zdarza — pierwszą metodą odstraszenia rekina jest wydmuchiwanie dużych bąbli albo po prostu naciskanie automatu, żeby się pojawiło dużo pęcherzyków powietrza, ponieważ nic naturalnie pod wodą nie wytwarza tych bąbelków i one się po prostu przestraszą i odpłyną. Ale jeżeli podpłynie bliżej, to trzeba ten metalowy pręt postawić przed sobą, bo — jak nam powiedziano — rekiny nie zaatakują niczego, czego nie zmieszczą w buzi na jedno ugryzienie. Jeżeli postawisz taki półtorametrowy pałąk przed sobą, rekin stwierdzi, że na raz Cię nie ugryzie, więc odpłynie. 

Sensownie! 

Całkiem sensownie! Żadne z nas nie testowało tej metody. One pływały mimo wszystko całkiem z dala od nas, ale też ważne jest to, żeby nie panikować. Dlatego na takie nurkowanie z żarłaczami — czy to tygrysimi, czy tępogłowymi w Meksyku — trzeba być już doświadczonym nurkiem. Minimum poziom advanced i jakieś 20 – 25 nurkowań, żeby się nie przestraszyć. Pamiętam, jak zabierałam nurków na nurkowanie w Meksyku, to cały czas słyszałam głośne oddychanie. Bo to jest tak, że siedzimy razem w grupie — ramię w ramię. Nie wydajemy żadnych dźwięków, żadnych dzwonków, uderzenia w butlę i tak dalej. Nie można też wyciągać ręki, pokazywać. Go Pro, wszystko jest blisko nas i te rekiny jak przypływają, to potrafią być blisko, ale też opływają dookoła. Bo one nie mogą się zatrzymać, więc jak one chcą coś zobaczyć, to opływają naokoło i nas oglądają. Jest czasami tak, że rekin przepływa za Twoimi plecami i tak, wiesz, ale nie wiesz, czujesz — ważne jest, żeby się nie przestraszyć. Ważne jest też, żeby nie podnosić piachu z dna. Bo zazwyczaj to jest w takich miejscach, gdzie jest piasek na dnie. Naturalnie piach podnoszony jest przez ryby albo przez płaszczki, więc rekin może się pomylić. Jak się unosi piach, to może sobie pomyśleć, że jest tam jakaś mała rybka albo płaszczka, którą może sobie zjeść. W Meksyku też przyjęte jest, że jak się nurkuje gdzieś tam na rafie, to jeżeli komuś kończy się powietrze, gaz, to się paruje i mogą wypłynąć do góry, a reszta grupy dalej nurkuje. Przy nurkowaniu z rekinami tego nie ma — wszyscy razem schodzimy i wszyscy razem wychodzimy. To jest raczej stacjonarne nurkowanie, że się siedzi i ogląda i później się wypływa. Może je oczywiście zobaczyć też w trakcie nurkowania gdzieś na rafie, ale też należy zachować te zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku bym powiedziała. 

Poczułem ciarki, jak powiedziałaś, że rekin przepływa za mną, a ja go nie widzę!

Jak zobaczyłam pierwszy raz… Żarłacz tępogłowy był pierwszym rekinem, jakiego w życiu widziałam — jakieś 115 nurkowanie w moim życiu. Jak zobaczyłam, że płynie na mnie to było: yyyhy! I jak zobaczyłam sześciometrowego żarłacza tygrysiego, to też wstrzymałam oddech. Ale później byłam zajarana jak gwizdek!

Nie dziwię się! Dobrze, że są procedury. Właśnie miałem pytać, czy są jakieś wymagania, żeby nurkować z żarłaczami, z rekinami, ale tak — advanced minimum? Rozumiem, pewnie pływalność, spokój.

Tak, też to jak szybko oddychamy.

Czyli lepiej, żeby to był taki prawdziwy advanced, a nie taki kupiony w internecie? Taki z YouTube?

No właśnie! 

Dobra, a co z innymi zwierzątkami? Bo tam pewnie są — nie wiem — meduzy?

Meduzy zdarzają się. To wiadomo, zależy. Bo w Australii są takie meduzy, które potrafią zabić, ale na przykład na Malediwach takich nie ma. To są poparzenia. Mnie się często zdarzało, że ja, czy moi klienci byliśmy poparzeni. Albo to może być meduza, ale to mogą być inne malutkie organizmy, które gdzieś tam sobie pływają i zdarzało mi się, że gdzieś tam wypływałam i miałam poparzenie nad ustami — bo to były małe organizmy, których nie widać. Zdarzają się, ale wtedy to chociażby pianka, albo lycra. Bo ja jestem generalnie zmarzlakiem, więc na Malediwach w temperaturze 30 stopni pływam w piance długiej. Ale niektórym jest ciepło. Na przykład już lycra, która temperatury super nie poprawia, ale chroni przed organizmami.

Przy żarłaczach, to bym w pełnej zbroi płytowej pływał! 

Miałbyś balastu wystarczająco dużo!

I do klęczenia idealne, żeby oglądać! Powiedz mi, te oparzenia to raczej coś naturalnego, jak katar, na Malediwach? To nic nadzwyczajnego, czy raczej to jest bardzo duże zagrożenie?

Nie. Chyba że ktoś ma alergię. Ale to zanim wyjdziesz z tej wody, opłuczesz się, to jest takie czerwone. No dobra, może jakiś tam lekarz da krem i git. Może czasem zostać jakiś czerwony ślad, ale nie — to nie jest jakieś zagrożenie. 

Malediwy kojarzą mi się jeszcze z rafą koralową. Tam pewnie jest dużo zwierzątek. Skoro nie można zbierać zwierzątek, to pewnie może w jakiś sposób pomóc tej rafie. Zbierać śmieci na przykład? Znajdują się tam? 

Bardzo dużo śmieci. Ale też chciałabym zaznaczyć, że to nie jest tak, że śmieci są tylko z Malediwów. Ponieważ jak spojrzymy na mapę, Malediwy są na środku oceanu. Tam są prądy. Te śmieci mogą być po prostu razem z prądami przyniesiony z różnych części świata — to jest raz. Dwa — Malediwy to są kraje wyspiarskie. Wszystko jest transportowane statkami. Może się zdarzyć tak, że jest silniejszy wiatr, czy sztorm i niektóre rzeczy są zwiewane. To samo jest z odpadami. Te odpady z wysp — część jest utylizowana na wyspie, palona czy tam gdzieś składowana, ale część jest wywożona dalej — na wyspę Thilafushi, która jest wiecznie płonącą wyspą, wielkim śmietnikiem. W trakcie tego transportu może się to po prostu gdzieś tam wywiać do wody. Szczególnie dużo śmieci jest po sztormach. Podczas jednego roku na Malediwach, gdy sprzątaliśmy rafę raz w miesiącu, wyłowiliśmy w sumie ponad 550 kilogramów śmieci.

Które potem idą na wyspę?

Jest segregacja i teraz zależy od hotelu. Są hotele, które na przykład segregują osobno plastik, szkło. Jeżeli szkło da się wykorzystać, to wykorzystują. A jeżeli nie, to jest to mielone na taki piasek i używane do wylewki, albo na cegły, albo chociażby na ścieżkę — na łatanie dziur. 

Czyli generalnie, jeżeli chcemy cokolwiek zbierać z rafy, to nie rozgwiazdy, a butelkę?

Tak! Butelkę, śmieci plastik, żyłki, sieci rybackie…

To chyba najgorsze jest?

Tak. Wielokrotnie była taka sytuacja, że zatrzymaliśmy się przy jakimś koralowcu — bardzo pięknym, rozbudowanym — a ta żyłka była tak niemiłosiernie tam zawiązana, że to czasami zajmowało 10 minut, żeby jednego koralowca wyplątać z tych sieci albo z tych żyłek.

Czyli jako nurkowie możemy pomóc przyrodzie?

Tak, jak najbardziej: zbierać śmieci.

I nie dotykać zwierząt, nie psuć im naturalnego środowiska.

Dokładnie.

Dużo bywasz na Malediwach?

Byłam dwa razy po rok. Miałam dwa kontrakty roczne.

Kontrakty, czyli pewnie jesteś tam instruktorem?

Zgadłeś Sherlocku!

Powiedz mi, jak wygląda taka praca instruktora na Malediwach? Bo wyobrażam to sobie jako super przyjemne miejsce. Ciepło, super woda, zwierzątka, można pozbierać śmieci pod wodą i pomóc przyrodzie. Jak to wygląda? Czy to jest tak super fajnie, czy są jakieś niuanse?

Jak wszędzie, są cienie i blaski. Wszystkie rzeczy, które wymieniłeś, są jak najbardziej prawdziwe. My, do tego, mamy — bardzo pragmatycznie mówiąc — bardzo dobre warunki finansowe. Z różnych miejsc na świecie gdzie pracowałam, lub moi znajomi pracują, to na Malediwach finansowo jest najkorzystniej. Do tego nie masz kosztów utrzymania. Nawet jeżeli w Meksyku zarabiasz całkiem spoko — to masz koszty utrzymania. Na Malediwach tego nie masz, bo mieszkasz na terenie hotelu. Ale nie mieszkasz w tych pięknych willach na wodzie, które widać w katalogach, tylko mieszkasz w środku wyspy, co bardzo często — na jednej z wysp, na których mieszkałam, było czterystu pracowników, a wyspę można było obejść w 15 minut. Większość wyspy jest dla gości, więc dla nas, dla obsługi, jest bardzo mało przestrzeni i powiedziałabym, że warunki bardzo akademickie. Mieszka się z kimś w pokoju. Zależy od Twojego statusu zatrudnienia i pozycji, na jakiej jesteś zatrudniony — może być jedna osoba (to tylko menadżerowie), później dwie, cztery, sześć, osiem. Do dwunastu osób w jednym pokoju. Czasami jest tak, że jest jedna łazienka na tyle osób. O prywatności można zapomnieć — Tobie się wydaje, że masz prywatność — nie masz! Wszyscy wszystko wiedzą. I o ile w życiu, tak w Polsce, nie interesuje mnie, co o mnie mówią, plotki mnie nie interesują, tak na Malediwach ta plotka napędza życie. Ona wpływa na Twoją pracę. Poza tym proporcja zatrudnienia jeżeli chodzi o kobiety i mężczyzn, jest bardzo nierówna. Ja bym powiedziała, że jedna czwarta to jest super wynik, bo bardzo często jest ich dużo mniej. Bariera językowa może się pojawić zwłaszcza z osobami, które mają niski poziom angielskiego. Na przykład pracownicy z Bangladeszu nie mają wysokiego poziomu angielskiego. Są zupełnie inne kultury. Pamiętajmy, że Malediwy to jest konserwatywny kraj muzułmański, o czym niektórzy czasem zapominają. I o ile turystów to nie obowiązuje, o tyle pracowników już tak, więc się dostosowujemy do zasad. W trakcie ramadanu nie pościmy, ale mamy już na przykład inne zasady posiłków, godziny i tak dalej. Jest to życie w innej kulturze i super jest to, że możesz poznać ludzi z całego świata, ale z drugiej strony żyjesz w kulturze, która nie jest Twoja i na początku można się rzeczywiście bardzo fajnie czuć i dużo nauczyć, ale może to być uciążliwe.

I takie dziwne trochę?

Tak, dokładnie. Dla kobiet to są zakryte ramiona, zakryte kolana w pracy i tak w ogóle. Co jeszcze takiego… Jesteśmy zawsze daleko od rodziny.

Czasem to dobrze!

Tak! Od rodziny, od bliskich. Jest izolacja, bo z tej wyspy jest ciężko się wydostać. Jak był covid, to w ogóle nie można było się wydostać, więc wyobraź sobie, że siedzisz rok na wyspie, którą możesz obejść w 15 minut z czterystoma tymi samymi osobami i nic więcej. Jedzenia też sobie nie przygotowujesz, tylko to, co jest w stołówce. Są dni, że jest super jedzenie, a są dni, kiedy jesz curry trzy razy dziennie przez rok i nie jesteś już fanem curry po tym roku!

Ja utknąłem na górze w Słowacji na kilka dni, to do jedzenia były kluski z mąki i to wszystko, więc curry bym przeżył chyba.

Czujesz klimat?

Tak! Powiedz mi, na Malediwach uczyłaś nurkować. Chronić rafę również, pływać ze zwierzętami?

Tak. Wiele hotelów jest zaangażowanych w ochronę rafy, są takie projekty odbudowy rafy, czyli właśnie sadzenia gdzieś rafy — czy to na jakichś strukturach metalowych, czy po prostu na rafie zasadzenie tak jakby nowych sadzonek, sprzątanie. Są prezentacje i zajęcia z gośćmi na temat rafy — co robić, jak można ją chronić. Co jeszcze… zbieranie śmieci, identyfikacje gatunków. Bo na przykład manty, rekiny wielorybie i żółwie można zidentyfikować. Manty to są plamki na brzuchu, rekin wielorybi to jest profil boczny, około tej płetwy z boku. Żółwie to jest profil głowy. Te stworzenia można zidentyfikować, są bazy danych. Można sprawdzić, czy zostały zidentyfikowane, czy nie. A jeżeli nie, to możemy nadać im imię. Mnie się niestety nie udało, wszystkie, które znalazłam, były już zidentyfikowane…

Już czyjeś?

Tak, już czyjeś. Nic to. Czekam na swoją rafę! Ludzie chcą mieć własną gwiazdkę na niebie, ja nie potrzebuję gwiazdki — chcę mieć moją rafę, nazwaną moim imieniem! 

Brzmi fajnie! Uczyłaś turystów, którzy przyjeżdżali na Malediwy na wakacje? 

Tak, oczywiście.

W ramach takiego wyjazdu oni uczyli się pewnie kursu nurkowania, poznawali to wszystko?

Tak. Albo przyjeżdżają i są już doświadczonymi nurkami, po prostu przychodzą: chcemy kilka dni nurkować. Są tacy, co zrobią sobie Discover Scuba Diving, takie intro i to im wystarczy. Są tacy, którzy się wkręcą więc robimy kurs Open Water albo inną specjalizację kursem.

Powiedz, co byś poleciła dla osób, które jeszcze nie były na Malediwach i po wysłuchaniu odcinka: dobra, lecimy! Od czego zacząć? 

To są najczęstsze pytania, które dostaję od moich obserwatorów i czytelników, jest: „gdzie i kiedy jechać na Malediwy?” Aż napisałam post na blogu i po prostu wysyłam link, bo nie mogłabym już tysiącom osób tłumaczyć. Ważne jest to, że Malediwy to jest kraj tropikalny, więc są monsuny i sezony deszczowe. Teraz gdzie? Jedna wyspa to jeden hotel. Hotel zależy tak naprawdę od naszego budżetu. Może być 200 dolarów za noc, a może być 25 tysięcy dolarów za noc. Tak że sky is the limit

Jak w nurkowaniu ze sprzętem!

Dokładnie, dokładnie! Można sobie po prostu wybrać ze względu na swój budżet. Warto zwrócić uwagę, że jeżeli chcemy oglądać pewne stworzenia morskie, to nie jest tak, że w każdym atolu są rekiny wielorybie. Mieliśmy takich gości, którzy przychodzili do nas do hotelu z pytaniem kiedy płyniemy na rekiny wielorybie, a my: „tu nawet w tym atolu nigdy nie było rekina wielorybiego.” „A to chociaż na manty?” „Mant też nie mamy.” „To gdzie najbliższe?” „Cztery godziny łodzią na północ!” „A robicie wycieczki?” „No nie!” Więc kiedy, gdzie… Kolejne takie pytanie, które dostaję to: „czy w sezonie deszczowym naprawdę pada?”. No pada, dlatego nazywa się sezonem deszczowym. Coś jeszcze takiego… Często dostaję też takie pytania, że „chcę pojechać na Malediwy, kiedy jest ładna pogoda, jest tanio i jeszcze mamy fajną willę na wodzie”! To są trzy rzeczy, które się wykluczają! 

To chyba właśnie na Google Maps można pooglądać.

Tak. Jeżeli chcemy tanio, to będzie to wtedy, kiedy pogoda nie jest najlepsza. W sezonie, kiedy jest sucho i jest ładna pogoda — jest drogo. A wille na wodzie są w ogóle drogie.

Dobrze, a jak już przylecę na te Malediwy, to w hotelu są centra nurkowe? Tam można zdobyć instruktora, który…?

Tak, oczywiście. Każdy hotel pięciogwiazdkowy ma swoje centrum nurkowe. Czterogwiazdkowe też powinny mieć. Najlepiej jak wcześniej się zorientujemy i napiszemy do nich, albo chociaż na stronie sprawdzimy, czy jest centrum sportów wodnych i nurkowania. Na ogół są. Nie mogę sobie przypomnieć przypadku, żeby tego nie było, więc są jak najbardziej. Warto się z nimi skontaktować wcześniej, szczególnie jak jest szczyt sezonu. Może być tak, że oni mają już bardzo dużo zgłoszeń i nie mogą przyjmować. Myśmy tak mieli. Jeszcze jak byłam ostatni rok na Malediwach, to wchodziły obostrzenia covidowe. Mogliśmy mieć max. osiem osób na łodzi plus obsługę. A przyjechała do nas rodzina czternastoosobowa i stwierdzili, że chcą na nurkowanie jechać. Tego się nie dało ogarnąć. Poza tym, na Malediwach jest też bardziej restrykcyjne prawo i tam na przykład od nurkowania do samolotu musi być 24 godziny. Wliczając w to hydroplan — wiem, że to jest taki mały samolocik, ale to się liczy. Więc warto to sobie wcześniej sprawdzić, napisać do centrum nurkowego i się umówić. Na Malediwach ważne jest to, że to nie są tylko restauracje. Są też wyspy lokalne z guest house’ami i tam już budżet jest zupełnie inny — niższy. Największa różnica jest taka, że nie możemy kupić alkoholu, ponieważ to kraj muzułmański i alkohol jest niedostępny. W hotelach jest licencja na to, więc można pić, ale w guest house’ach nie. Tam będzie taniej i tam jeżeli już jedziemy to wcześniej się skontaktować, czy jest na wyspie centrum nurkowe, bo nie na wszystkich wyspach jest.

Czyli możemy polecieć i nie ponurkować?

Tak. Powiedziałabym, że jeżeli jedziemy na Malediwy nurkować to safari. To jest najlepsza metoda. Wychodzi nam dużo taniej, bo safari może być od 1500 euro do 2000 euro, w zależności, jaki chcemy standard. Sześć, siedem dni nurkowania, siedemnaście nurkowań, najlepsze spoty. Przemieszczamy się, mamy jedzenie, alkohol na łodzi, super ekipę.

Zwiedzimy i rafę, i zwierzątka i wszystko?

Tak, dokładnie! Odpoczniemy. Jeżeli nurkować na Malediwach, to według mnie najlepiej safari. 

To kiedy się znowu wybierasz na Malediwy?

Kiedy powiedziałam po pierwszych Malediwach, że już nie wrócę, po czym pojechałam drugi raz, to już nic nie mówię! 

Chyba pojedziesz po swoją rafę koralową?

Tak! 

Którą już zasadziłaś? 

Już na Fidżi sadziłam rafę, na Malediwach sadziłam, więc gdzieś będzie Martynas reef

Może kiedyś tam wycieczki zrobimy.

Tak! Będzie taki biznes.

Mam nadzieję, że czym prędzej urośnie ta rafa. Dziękuję Ci za dzisiejszy odcinek!

Dzięki bardzo!